Home office

Przyjemny jest. Wysłałam mejle, wysłałam korektę przewodnika, zrobiłam z siebie idiotkę i oto mam chwilę, żeby napić się z Wami herbaty.

Za oknem piękne słońce i czyste niebo, ale niech Was ten opis nie zwiedzie, jest plus cztery i mrozi człowieka na samą myśl o wyjściu. Rano gdy odprowadzałam Idę do przedszkola, było jeszcze koło zera. Niemniej z każdym dniem obiecują więcej ciepła, a w poniedziałek ma nawet pęknąć 20 stopni. Zobaczymy.

Posłuszne młodsze dziecko, gdy tylko matka dostała pracę, przestało chorować. Katarki i gorączki zakończyły się uroczystym rzygankiem w Sylwestra i odtąd – nic! Aż dotąd. Na szczęście póki co nie rzyganko, ale z nosa jej cieknie i kaszel się pojawił. Tyle dobrego, że co tydzień mają w przedszkolu badania przesiewowe, więc jakby coś było, to byśmy wiedzieli.

…dwa tygodnie później…

Nie było weny ostatnio, przepraszam. Przesilenie mnie dopadło wiosenne, do tego puls mi skacze ponad setkę, co nie jest przyjemne, acz lekarka jakże rodzinna twierdzi, że serce zdrowe. Jutro ma dzwonić z wynikami tarczycy jeszcze, ale pewnie wyjdzie na to, że symuluję. Ostatnio tak symulowałam, że przez dobę byłam nie do życia.

Oprócz pulsu ciśnienie mi podniósł ojczysty komornik, który przysłał pismo. Najpierw przez dobę siedzisz i panikujesz, co to za pismo, a potem się okazuje, że to tylko co prawda wezwanie, ale do udzielenia odpowiedzi. Tak tak, historia sprzed dwóch lat zdaje się nie mieć końca, tym razem żądają informacji, czy zmarły nie miał przypadkiem jakiegoś majątku, o którym nie poinformowano wcześniej. No, moja córka, urodzona trzy lata po śmierci zmarłego, ma na ten temat najwięcej do powiedzenia, że też tu nie ma pola do logiki tylko przepisy. Jest na liście spadkobierców? Jest. No to wysyłamy. Młoda już zaczyna pisać, może niech im sama odpowie.

Poza tym co. Kolejne święta idą, już trzecie tutaj. Co to za święta, sami we czworo. I tak siedzimy razem wszyscy na kupie. W ramach atrakcji zapisałam siebie i Idę na listę chętnych do poświęcenia pokarmów. Albowiem w naszej misyjnej katolickiej parafii w kościele może być max. 50 osób, w tym max 2 z rodziny, no to akurat, młoda się ucieszy i zawsze to jakiś świąteczny akcent będzie.

Apdejcik pogodowy: w tym tygodniu nawet +24, a ja dalej nie schudłam i mi w jeansach gorąco. Ale i nie przytyłam, używajmy języka korzyści, czy jak to się tam nazywa. Na święta już tylko 14 i w Dyngusa tradycyjnie poleje. Ale to nie szkodzi, i tak będziemy siedzieć w domu i robić nic, może jakiś spacer tylko.

A propos korzyści, to dzieci mają ferie, a ja mam tę korzyść, że młody właśnie jest z siostrą na kung fu, umył wszystkie okna na święta, jeszcze ogarnie szafki w kuchni. Żeby nie było, ja umyłam kuchnię, łazienkę i regał z książkami, oraz na mojej głowie jest gotowanie i wspólnie z młodym zakupy. Tatuś ogarnie swoją łazienkę i podłogi, jako że wymieniliśmy ostatnio odkurzacz na bezprzewodowy, wisi sobie w schowku i mamo, patrz! on ma światełka i dobrze widać, gdzie jeszcze trzeba odkurzyć! Odkurzacz sobie wisi, żeby nie było, że czekam, aż mąż skruszeje czy coś.

No dobrze, wrócili z kung fu, hałasują, gadają i przeszkadzają. W takich warunkach się nie da pracować!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s