Święta

Naszła mnie właśnie refleksja, że gdyby nie Ida, to już w ogóle byśmy świąt nie obchodzili. Na szczęście jest ta mała księżniczka, dla której święta to magia i tajemnica, a przede wszystkim polowanie na czekoladowe jajka, czego nie może się doczekać :).

Upiekłam sernik, mazurek z przepisu Magdy Gessler, od znajomej cukierniczki kupiłam makowiec, ale już widzę, że twardy jej wyszedł, ale nic to, się zje, się zamrozi w kawałeczkach i do herbaty będzie potem jak znalazł. Zwłaszcza, że ten makowiec to bynajmniej nie chudzina, tylko kawał bagiety.

Dygresja.
Wysłałam wczoraj młodego po makowiec, bo raz, że to drugi koniec Bazylei, dwa, że on ma wolne, a trzy, w sumie czemuż bym ja nie miała tak na przykład siąść i odpocząć. Nieszczęśliwy, bo to 40 minut w jedną stronę, wziął do towarzystwa tatusia, pojechali.
Chleba miałam wczoraj resztkę, no ale Wielki Piątek, nie ma się co objadać, a dzisiaj rano kupiłam świeży.
Tymczasem wczoraj wieczór, młody spytał, czy mógłby sobie zrobić kanapkę z tej bagietki, co to ją przyniósł. Biedne dziecko, makowca w życiu nie widziało.
Koniec dygresji.

Zatem mazurek, sernik i makowiec są. Miałam wolne białka, więc ususzyłam bezę, ale ona może poleżeć i właśnie testuję, jak długo, bo szykować czwarte ciasto na dwa dni świąt i na trzy odchudzające się osoby, to może jednak trochę dużo. Królowa sałatek jest, śledziki pycha, ryba po grecku obowiązkowo. Rano zrobię jajka faszerowane i twarożek zawijany w szynkę, i tyle. A, młody zrobi sałatkę gyros, a na specjalne życzenie Idy kupiłam też kabanosy. Można świętować.

I tak, święta to dla mnie głównie odświętne jedzenie, no bo niby co innego. Siedzimy na miejscu, z nikim się nie spotkamy, no to czym mogą być takie święta. Pogram z młodą w planszówki, małżonek ma plan odpocząć i przeczytać książkę, zabiegany na co dzień, no niech odpocznie biedactwo, młody w swoim świecie. I zleci. Przestałam się bawić w animatorkę i na siłę ciągnąć wszystkich za sobą. Kto chce, ten pójdzie. Jeśli pogoda jutro pozwoli, przejdziemy się z Idą na spacer. Poniedziałek będzie dyngusowy i chłodny, więc pewnie zostaniemy w domu. Na wieczory kupiłam sobie książkę Marzeny Rogalskiej na kindla, będzie pod serniczek.

Nie jesteśmy pobożni, nie przeżywamy świąt w wymiarze religijnym. Dla nas to po prostu weekend z odświętnym żarciem. No, i podłoga czysta, małżonek umył na tę okoliczność.

A następnych świąt życzę sobie w Polsce, o.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s