Idą święta, idą święta…

… jak to śpiewali w corocznej karpiowej piosence w ś.p. Trójce. Nie, żebym jej słuchała, nie licząc dawno temu LP3 oraz piosenek karpiowych właśnie. A tegoroczna taka sobie, moim zdaniem.

Ale co to ja chciałam. Idą święta, a karpia nie będzie. Ustaliliśmy, że ustanawiamy nową świecką tradycję, karp się nie załapał. Załapią się śledzie, sałatka jarzynowa, łazanki z kapustą oraz ruskie pierogi. Przy czym te ostatnie to będzie hit, bo jak matka robi pierogi, to naprawdę musi być święto. W dni świąteczne na obiad będzie kolejno fondue oraz pizza, czyli pałeczkę w kuchni przejmie Jurek, fondue wystarczy rozpuścić na małym ogniu i doprawić, pizzę zrobi już od podstaw, za to we współpracy z młodą, która uwielbia pomagać w kuchni. Dorobię sałatkę albo dwie, upiekę sernik i może piernik, albo tiramisu, może zrobię wafle z kajmakiem, jeśli będę u Niemca na zakupach (tu nie znają wafla takiego dużego suchego). Sernik miałam robić z domowego przepisu, Izaurę, ale ostatnio wpadł mi w ręce chałwowy, no i przepadłam. Będzie chałwowy, chyba że mąż dopadnie chałwy pierwszy ;).

Po dwóch tygodniach od mojego covidowego testu, odwiedziłam dzisiaj panią doktor ponownie, bo od suchego, nieproduktywnego kaszlu bolą mnie uszy. Doktor zaordynowała ibuprom na uszy oraz tabletki z kodeiną na kaszel, uprzedziła jedynie, że mogą powodować senność. Kiwnęłam głową, zgarnęłam tabletki w garść (lekarze mają zawsze podstawowo wyposażone apteczki i ze standardowymi diagnozami dostaje się do ręki od razu leki, żeby nie latać po aptekach). W domu kaszel mnie męczył i miałam już dość, więc wzięłam tę kodeinę od razu. Ta dwugodzinna drzemka w środku dnia była całkiem sympatyczna, wam powiem :):):). Pytanie, o której teraz usnę, bo może lepiej wziąć kolejną na noc i chociaż raz w tym roku zasnąć przed drugą.

Ostatnio obraziły się na mnie dwie znajome. Jedna o to, że dostałam pracę, a ona nie, chociaż ona nie szukała, a w ogóle profil zawodowy zgoła inny, otwartość na ludzi też, co jej nie poszukiwań nie ułatwiało, no ale podczas kolejnej fali narzekań na kraj i warunki na rynku pracy dla kobiet-matek-imigrantek, nagle na whatsappie wypaliła: no i wiesz Kasia, my tutaj nie mamy żadnej szansy znaleźć pracę w tym kraju. Kusiło, ale nic nie odpowiedziałam, bo nie chciałam się jej chwalić do czasu, gdy będę miała umowę w garści. Gdy się w końcu dowiedziała, zamilkła.

Druga osoba obraziła się na mnie w zasadzie nie wiem o co, bo dostałam jedynie wyrok, bez uzasadnienia, otóż jestem złośliwa (wiem) i nie da się ze mną wytrzymać (cóż). No dobrze, ja rozumiem, to znaczy nie rozumiem, ale nie szkodzi, wiem, że mam cięte riposty na zawołanie, niewyparzony język ale na boga, osoba zamilkła po tym, jak spytałam, dlaczego ma małą choinkę, a nie dużą. Ratunku. Na dodatek umówmy się, że mojej złośliwości to ona nie poznała nawet w kilku procentach. Szanujmy się, jak mawia pierworodny.

Miałam pisać, że czekają nas wiosenne święta, ale spojrzałam na prognozę – i niespodzianka, w Wigilię zjazd z 12 stopni do 5. Potem jeszcze niżej i nawet jest szansa na śnieg w kolejne dni! Śnieg na święta, kiedy ostatnio takie były, pamiętacie? Pytam oczywiście o Boże Narodzenie, nie o Wielkanoc. Według długoterminowej prognozy Interii, powinien się pojawiać nawet do połowy stycznia, jak miło. Właśnie zdałam sobie sprawę, jak bardzo odzwyczaiłam się od śniegu zimą. Pamiętam, jak jeszcze w Lublinie, czyli ze 13 lat temu, robiłam Piotrkowi zdjęcia ze śniegiem, żeby miał pamiątkę, i proszę, wykrakałam. A nie miałabym nic przeciwko śnieżnym zimom. Byle tylko ślisko nie było; od zawsze mam fobię, że się poślizgnę i złamię nogę. Co pewnie nie stanie się nigdy, albo stanie się w środku lata na ten przykład. Ale fobię mieć mogę ;-).

Przeglądam z nudów koncerty na 2021, bo przecież coś się musi dziać, do cholery. I o ile na Eltona Johna zostały tylko super hiper VIPowskie bilety, to taki Sting jest w sensownej cenie. W październiku. W Zurychu. Pojechałabym. Albo Simply Red, z debeściakiem, też fajne.
A jeśli ktoś kojarzy Rage Against The Machine, to w Basel będzie grać Reis against the Spülmaschine, czyli Ryż przeciwko Zmywarce. To z cyklu czego to ludzie nie wymyślą ;).

Tymczasem w uszach rozbrzmiała Norah Jones i przeniosła mnie w czasie i przestrzeni. Nagle jest naście lat temu, a ja siedzę z Agą w knajpce w podziemiach przy pl. Wolności w Lublinie. Sączymy napoje i rozmawiamy. Magia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s