Nóżki

w dupkę trochę wchodzą, ale tylko trooochę. Jako że zostajemy na święta i te święta trzeba przygotować, odgórnie podzieliłam prace: panowie są odpowiedzialni za zaopatrzenie i sprzątanie, ja – gotowanie. Rozpisałam im, co i kiedy mają zrobić, plus młody będzie wydelegowany do sklepu na posyłki, żebym ja się nie musiała odrywać. Po dzisiejszych wspólnych zakupach jak stanęłam do obiadu w okolicach południa, tak właśnie siadłam, a minęła osiemnasta. Po wydaniu obiadu zrobiłam śledzie w oleju, zmieliłam mięso na paszteciki, zrobiłam paszteciki (z drożdżowego ciasta na rogaliki, pycha!), usmażyłam furę naleśników, bo jakby zostało mi farszu po setce pasztecików, zrobiłam łazanki z kapustą (chwilowo bez łazanek, ugotuję już w Wigilię).

W międzyczasie spróbowałam jednego pasztecika, czy aby dobry, no i wiecie, od dwóch lat jestem przerywaną wegetarianką, i teraz właśnie nastąpiła kolejna przerwa (jadam salami na pizzy, kabanosy i pasztet swój lub (z) teściowej). Ale jakie one pyszne, o mamo! Zjadłam dziesięć. Zjadłabym więcej, ale „nie rusz, to na święta”. Chociaż na święta są krokiety w razie czego ;-).

Młoda przejęta nadchodzącym Aniołkiem, opowiada, co też ona by chciała dostać, ale jeśli tego akurat nie dostanie, to nic się nie stanie, bo ucieszy się ze wszystkiego, i całkiem słusznie, bo list do Aniołka napisała (z pomocą brata) raptem w ostatnią niedzielę i nie ma takich cudów, żeby przesyłka dotarła do czwartku. W poniedziałek przypadkiem odkryjemy po prostu jeszcze jedną paczkę pod choinką.

Jako, że święta, pomyślałam sobie, że kupię gałązki i uplotę z nich wieniec. Za rok bardzo proszę, przypomnijcie mi, że te cztery franki mogę wydać na wiele innych sposobów. No nie mam talentu, no, nijak nie chcą mi się razem te gałązki trzymać. Oraz nie pachną, to na co mi one.

Pachnie mi za to Soplica czarna porzeczka, bardzo dobra, a nie tak lepka, jak wiśniowa.

Kiedyś przeczytałam, że wynalezienie pilota do TV dodaje nam 2 kg rocznie. Myślę, że podobnie należy liczyć posiadanie dzieci – właśnie Ida przyniosła mi z drugiego końca mieszkania ściereczki do okularów, a gdy już wypucowałam szkła, wyrzuciła do kosza. I jeszcze była zadowolona! Przed chwilą umyła fronty szafek w kuchni, wydatnie wspomagając starszego brata, a aktualnie pucuje kaloryfery w łazience. Chwilo trwaj.

Dzisiaj było szesnaście stopni na plusie, wyobrażacie sobie? Szesnaście, dwa dni przed Wigilią. Jest natomiast bardzo wietrznie i ewidentnie idzie front i zmiana pogody, bo na święta zapowiadają +3 i śnieg! Czeka nas zatem zjazd pogodowy i muszę przemyśleć, co mogę zostawić na balkonie, a co nie. To znaczy, i tak wszystko, co muszę, zostawię, ewentualnie przykryję na noc i tyle.

Póki co, sączę tę czarną porzeczkę, co by nie zaniemóc na same święta, prawda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s