Dobre!

– powiedziała teściowa próbując mojej zupy jarzynowej na wodzie. Jej ton był tak pozytywnie zaskoczony, że w zasadzie powinnam się była obrazić.

Ferie jesienne były intensywne. W Bawarii niby tylko cztery dni, i pół, bo ruszyliśmy w czwartek po pracy, ale cały czas jeździliśmy, zwiedzaliśmy, oglądaliśmy. O 21:30 padaliśmy spać. Jeżdżenia byłoby mniej, gdyby małżonek znalazł czas na zarezerwowanie biletów do zamków w Schwangau oraz noclegów wcześniej niż dwa dni przed wyjazdem, więc chwilami było tak, że nocleg pod zamkiem, a zwiedzanie w Monachium, bo akurat tam były bilety, a tu nie było, no ale co zrobić. Najważniejsze, że udało się wszystko zwiedzić. A było co oglądać!

Bawaria cudowna, zamki złote, a bynajmniej nie skromne. Legoland…! Rany, to mój powrót do dzieciństwa, byłam równo 30 lat temu w duńskim Legolandzie i ależ mnie złapał sentyment. Młoda szalała ze szczęścia. Nie chodziła – skakała. Nie mówiła – krzyczała. Tak szczęśliwej nie widziałam jej jeszcze nigdy w życiu. Pogoda nam dopisała, była ciepła, słoneczna, złotem, nomen omen, kapiąca, jesień. No i bawarska wieś, chałupy jak trzy stodoły, nie garaże tylko parki maszynowe dla wielkich jak czołgi maszyn rolniczych. Bogato.

Monachium piękne, rany jaka starówka! A jakie piwo…;) Wakacje życia, jak to określiła teściowa, i chyba dużo się nie pomyliła.

Teściowa w ogóle nie z tych, co by się pomyliła. Ona generalnie jest uprzejma i w tej uprzejmości nie przestaje się dziwić światu. Marceli Szpak normalnie. Ja to nie piorę w automacie, bo w automacie ubrania blakną, a ja mam takie bluzki, które od dwudziestu lat są jak nowe. Nie, że to słabej jakości barwniki i tkaniny, to ta pralka. Ma takie macki i wyciąga co smakowitsze kolory z ubrań. Na koniec pobytu przypadkiem pokazałam teściowej czarny shirt prany niemal codziennie od pięciu lat, i nadal czarny jak noc. Nie pomogło, wie lepiej. Gdyby zobaczyła, że kaszmirowy sweter wrzuciłam do pralki na stosowny program, dostałaby zawału. No nienawidzę jakiegokolwiek prania w rękach, a od tego mam pralkę, żeby za mnie robiła.

Setki maleńkich szpileczek. Niby życzliwe zainteresowanie, ale takie, żeby ci w pięty poszło, bo jak możesz tak robić.

Najweselej było, jak rozmawiałyśmy o zużyciu prądu i na czym by tu można zaoszczędzić. Otóż lodówki dwudziestoletniej nie wymieni, bo ona jest za dobra. Bo kiedyś dwa razy zostawiła uchylone drzwiczki na cały dzień i się lodówce nic nie stało. Nie wiem, czego oczekiwała, że się rozleci na kawałki? Dzisiejsza lodówka by jej po minucie zaczęła wyć i nie byłoby mowy o zostawieniu nie domkniętych drzwiczek. Ale wiadomo, nie mam prawa się znać. Męczące to jest na dłuższą metę (na dłuższą niż rozmowa telefoniczna :D), ale w końcu to był mój pomysł, żeby przyleciała. Odpokutowałam więc :).

Natomiast z Idą dogadywały się bezbłędnie, babcia jej czytała na dobranoc Heidi, którą jej przywiozła, szydełkowały, pojechały razem we dwie na wycieczkę (Mamo! Nigdzie się nie zgubiłyśmy!!), babcia w ogóle chwaliła wnusię, że mądra, rozumna, rozsądna i tak dalej. No, może poza wyjątkami, gdy usiłowała bratu założyć nelsona albo skopać mu tyłek, ale jak wiadomo, mam w domu bliźniaki, tyle że z dwunastoletnią różnicą wieku. Dostawali głupawki i szaleli wieczorami.

I tak to proszę państwa, teściowa szczęśliwie odleciała na wschód, my wróciliśmy na swoje szkolno-pracowe tory. Zmęczona jestem okrutnie, mąż sobie pracował z domu, więc odsypiał wycieczki, ja maszerowałam do biura. Dlatego bardzo mi się spodobało, że w ubiegłą niedzielę tatuś zabrał córunię w góry (kilometr w pionie zrobiła skubana, a potem jeszcze park linowy na deser), a ja mogłam spokojnie sobie odpocząć. Odespać. Poczytać w łóżku, a potem obejrzeć Wielką Wodę na Netfliksie. Poprzelewać się z boku na bok. Bez napinki, zwłaszcza, że brało mnie przeziębienie i wiedziałam, że organizm już piszczy o litość i odpoczynek.

A teraz co. Szefowa na szóstym w tym roku urlopie, tym razem u siostry, w Australii. Tak na tydzień sobie wyskoczyła, sama, bez rodziny. Bo się stęskniła. Tymczasem dostałyśmy zlecenie na VIPa takiego z pierwszych stron szwajcarskich gazet i jest sikanie po nogach, bo szampan, kwiaty, limuzyna i krochmalone majtki.

Troszeczkę mnie jedna koleżanka przy okazji wyprowadziła z równowagi ostatnio, bo otóż napisała mejla, że nie wie, który papier do pakowania książek wziąć, bo chciała dać w prezencie klientowi, i że ona nie wie, czy to ten właściwy i czy bym mogła przyjechać do biura, zawinąć książkę w ozdobny papier… Tak, dobrze czytacie. To był mój home office dzień i może bym nawet i pojechała, gdyż wychodzę z założenia, że za to mi płacą, ale miałam tego dnia dwie wizyty lekarskie, umowę najmu dla klienta do przetłumaczenia (raptem 14 stron, i to skan, więc nie dało się sczytać żadnym hakerskim programem, wychodziły szlaczki) oraz teściową do zabawiania. Uznałam więc, że do ciężkiej cholery bez przesady. Zaraz potem się okazało, że jednak jej ta zapakowana książka na piątek nie jest potrzebna, tylko na poniedziałek, i ona poczeka. Za to dzisiaj musiałam pojawić się w biurze, żeby odebrać kartkę urodzinową dla klienta, którą wypełniła, ale już znaczka nakleić nie może, bo to pewnie nie jej kompetencje. Ktoś tu dostał awans i się delektuje władzą.

Postanowiłam przy okazji wdrożyć w życie program zapobiegający wchodzeniu mi na głowę. Trochę za dużo mi ostatnio koleżanki wrzucają takich durnot, jedną umowę tłumaczyłam do 20:00, bo pilna. No nie, moje życie też jest pilne i właśnie przez takie durnoty mi ucieka. Nie ma tak dobrze, jestem do dyspozycji do wpół do szóstej, a potem chcę odpocząć.

…co chyba niniejszym uczynię, bo ziewam jak smok, mimo że jeszcze nie ma dziesiątej. Ale jeszcze Wam pokażę, jak było.

Zamek Neuschwanstein. Na nim wzorowano się, projektując zamek Disney’a z czołówki bajek. Dodali mu parę wieżyczek 🙂
Widok z zamku Hohenschwangau
Hohenschwangau. Zamek matki króla. Neuschwanstein to zamek syna, króla Ludwika Szalonego.
Ratusz w Monachium
Droga krajowa w Bawarii :D:D:D
Legoland! Tu Wenecja.
Berlin
Lucerna
Frankfurt
Knedle! Z burakami, szpinakiem i ziemniaczany. W sosie a la rosołek. Jakież to było pyszne!
Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s