Się zbieram z tym wpisem

jak jeż do nie powiem czego.

Cały ponad tydzień już po powrocie z Polski wieczorami zjeżdżam do bazy (chyba średnio po polsku mi to zdanie wyszło). Zmęczenie i nadmiar wrażeń po jak zwykle intensywnym pobycie dały znać o sobie. A może to po prostu wiek, dwa krzesełka pukają do bram, a ja tu szukam wymówek ;-).

W Polsce było mi dobrze. Wiadomo, że roku nie da się nadrobić w tydzień, choć tak bardzo się starałam. Chciało się do domu, chociaż nie chciało się wracać. Ciągle w rozkroku, serce tam, rozum tu.

Po tygodniu chodzenia spać zaraz po młodej, powoli wracam do żywych. W pracy też miałam miękki restart, bo IT nam zrobiło upgrade, po którym przez dwa dni nie mogłam dojść z ustawieniami, specjalista dzielnie restartował komputer, zgodnie z pierwszym przykazaniem informatyków (co robi informatyk jak mu na skrzyżowaniu samochód zgaśnie? wysiada i wsiada), a gdy w końcu zresetowali mój profil, zrobiłam raban, bo dostałam wszystko na czysto. A musicie wiedzieć, że jestem fanatyczką zakładek w przeglądarce, miałam pięknie wszystko pogrupowane tematycznie, poukładane w folderki, miałabym to teraz odtwarzać? Żarty.

Młoda poszła dzisiaj do drugiej klasy! Kiedy i jak, nie mam pojęcia. Była dumna, że już nie są tym najmłodszym rocznikiem w szkole, już jest ten awans społeczny, gdy do pierwszej klasy dołączają dzieci z młodszej grupy przedszkolnej, a ona już nie jest taka mała! Przy okazji do klasy przybyło kilkoro dzieci i być może problem ze Stellą rozwiąże się sam, bo ta przerzuciła się na jedną nowo przybyłą. Trzymamy kciuki. Ida za to dostała laurkę od kolegi, okraszoną życzeniami udanego roku szkolnego oraz wielkim, czerwonym sercem. Taaa…

Młody natomiast poszedł do pracy! Po skończonej szkole i zdanej maturze, ma teraz rok obowiązkowych praktyk. Jako że wybrał sobie branżę pokrewną mamusi zawodowo, zamierzamy odnosić obopólne korzyści: on będzie nam podrzucał pasujące mieszkania na wynajem, a my jemu klientów do tych mieszkań :-). Wszyscy zadowoleni.

Młody zmęczony! Biedactwo, wraca po 17 do domu i jest zmęczony. Chyba mu zrobię taki tydzień przetrwania, z praniem, gotowaniem, zakupami i tym całym domowym bajzlem. A! jeszcze mu foszastego nastolatka dorzucę gratis 😀

Małżonek mi się popsuł, otóż któregoś dnia będąc na urlopie powiedział: „to ja umyję te okna, co ja mam lepszego do roboty”.

Oraz będziemy chodzić na jogę, ja czuję w kościach, że nie rozciągnięta jestem, on buty zakłada na siedząco, bo nie jest w stanie kucnąć. Z jogi mam zawsze bardzo miłe wspomnienia, zawsze byłam taaaka porozciągana i wyluzowana jak kurczak w rosole i nic nie było mnie w stanie wyprowadzić z równowagi. Chcę tak znów.

A teraz się odmelduję, bo jutro dzień w biurze, a prosto po nim firmowe apero. To dobranoc się z Państwem.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s