Huk

Jeśli w ostatni piątek usłyszeliście ogromny huk, to to był kamień, który spadł z mojego serca na wieść, że szanowny Piotrze, na podstawie dostarczonych dokumentów usuwamy cię z listy kwalifikacji wojskowej. Chociaż tyle. Acz wciąż mamy ukraińską paranoję, ja mniejszą, mąż większą, i o koncercie w Gdańsku młody może zapomnieć. Putin, ty chuju.

Dziś tutejszy dzień matki i uwaga uwaga, po ubiegłorocznej uwadze, że brat dopisał się młodszej siostrze na laurce!!, w tym roku otrzymałam kwiatki i zestaw pachnących kosmetyków z Lusha. Uwielbiam. Oraz jutro jeszcze dostanę jakiś handmade ze szkoły, bo dziewczynka w piątek się rozkasłała i rozsmarkała i została w domu. We wtorek mają wycieczkę, wolałam, żeby przepadł jej ten jeden dzień niż wycieczka, ale efektem ubocznym jest prezent na dzień matki, który został na weekend w szkole. Nie szkodzi, chyba nie był żywy.

Mąż pomiędzy pracami na urlopie siedzi w domu. I to określenie jest bardzo adekwatne, bo jest mocno na krawędzi kolejnej depresji, hej ho, dawno nudno nie było. Raz, że półwieczne urodziny, dwa, że badania kontrolne, bo w pana wieku to już trzeba zakończone będziemy obserwować, do zobaczenia za pół roku, plus chyba świadomość nieuchronnie płynącego czasu. A, oraz oczywiście stara firma, która pożegnała się z nim… wcale się nie pożegnała. Ani przepraszam, ani pocałuj mnie w d. Skończył dzień pracy, fakt, że online, ale było wiadomo, że od kolejnego dnia zaczyna urlop, więc można było wspólnego skypa zrobić, podziękować, życzyć powodzenia, ale najwidoczniej nawet na to ich nie stać. Bardzo się cieszę, że zmienia pracę, pójdzie do małej, szwajcarskiej firmy, z płaską strukturą, ze szkoleniami do zrobienia, zaplanowaną ścieżką rozwoju i miejmy nadzieję normalnymi ludźmi. Co drugi pracodawca trafia mu się normalny i na lata, oby to był ten przypadek.

Kasztany kwitną, ale młody maturalne egzaminy ma dopiero pod koniec miesiąca, tuż po koncercie, na który nie poleci. W zamian za to zaprosił do siebie najlepszego kolegę i jednocześnie sąsiada z Warszawy, Kacpra. Kapi mając lat 11 poleciał z nami do Szwajcarii na Sylwestra (wracaliśmy po świętach, ja tuż przed porodem). W jedną stronę z nami, w drugą miał wracać sam, nadany Swissem i przekazywany z rąk do rąk, od nas do stewardessy i dalej na Okęciu rodzicom. I bał się sam wracać, mimo że dziesiątki razy latał z rodzicami. Tatuś, ciepła klucha: a może niech nie leci, skoro nie jest pewny, to może lepiej niech zostanie… Mamusia, właścicielka czarnego pasa w karate: niech leci, nic mu nie będzie, niech leci!
Poleciał.
A teraz… Teraz lata już sam, zupełnie sam. Poszedł do technikum lotniczego, a rok temu, niedługo po ukończeniu 18 lat, poinformował rodziców, że przeszedł pomyślnie badania lekarskie i nie ma przeciwwskazań i że będzie robił licencję pilota.
– Ty wiesz, ile taka licencja kosztuje…! – narzekała mi Anka, jego matka w słuchawkę.
– Dlatego właśnie ja mojemu opłaciłam pakiet premium apki do gry w szachy, 120 franków na rok i z głowy. Mogłaś mu podsunąć tańsze hobby!
Kapi teraz lata sam, bo po iluś wylatanych godzinach z instruktorem, może już latać samodzielnie. Szacun.

Chwilowo wrócił do nas może nie listopad, ale początek października, ale spokojnie, wszystkim nam zaświeci w tym tygodniu 30 stopni ciepełka przez chwilę. To co, kto nie zdążył schudnąć do lata? 😀

3 myśli na temat “Huk

      1. A tak pomyślałam, że widzisz ten podany przy komciu 😉 a.m.marciniak maupa wp.pl

        Polubienie

Odpowiedz na mylum Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s