Kto nie ma w głowie,

…to ma w nogach, razem z robota kocha głupiego.

Młoda dzisiaj na 9 miała pierwszą dawkę pfizera, w związku z czym budziłam się już od piątej, żeby nie zaspać. Nie zaspałam, brawo, Zombie, które chodzi po domu w moim charakterze.

Szczepienie w tym samym miejscu, w którym nas szczepili (i doszczepią we wtorek), wielka hala pod miastem. Formularz, rejestracja, bramka numer osiem, dziecku dali malowankę i kredki, znajdź rybkę na tym plakacie, jak znalazła, to już było po grzybkach i pani naklejała plasterek. Niepotrzebnie pani tak dokładnie opisywała, co zrobi oraz że to na pewno nie będzie bolało, tylko mały piks, gdyby było dzień dobry – ramię – rybka – plaster, obyłoby się bez płaczu.

Po szczepieniu wyrejestrowanie, kwadrans dla pewności do odsiedzenia na dupie i pojechaliśmy na zakupy. U Niemca szybko i sprawnie, odczuwalnie mniej ludzi jeździ na zakupy, wolne miejsca parkingowe na drugim poziomie, a nie na piątym – szóstym, to cud w sobotę rano.

Odbiliśmy się od McDonalda, bo okazało się, że Niemcy skrócili ważność certyfikatów do 3 miesięcy i po tym terminie, żeby wejść do restauracji, trzeba okazać negatywny test (już rozumiem tego blaszaka przed centrum handlowym, z napisem darmowe testy na covid). Nie wiedzieliśmy, młoda obyła się smakiem, co jej tylko na zdrowie wyszło.

Po powrocie do domu trzeba rozpakować 6 toreb zakupów i tak sobie pomyślałam, że zaraz zrobię sobie herbaty, siądę i chwilę odpocznę. Ale w sklepie rozmawialiśmy z J., że pieczarki, pieczarkowa, dawno nie było pieczarkowej, wrzuć pieczarki do wózka, no to myślę sobie, machnę szybko tę pieczarkową i potem, jak siądę, jak odpocznę..!

Pieczarkowa.
Szuflada ta z przyprawami, tam się zawsze coś rozsypie.
A to machnę wszystkie szuflady.
No to i szafki dolne.
To i tę półkę z herbatami.
A to przetrę blaty.
Odsunę mikrofalówkę.
W waszturmie (Waschturm, metr na metr pomieszczenie z pralką, suszarką, odkurzaczem, mopem i tysiącem płynów do mycia i sprzątania)
chemiczne zakupy rzucone na hura, poukładam tam.
To puszczę odkurzacz, przetrę go, bo zakurzony.
Szczotkę do odkurzacza umyję (odkurzanie i mycie 2w1, efekt super, efekt uboczny: brudno w środku. Trzeba myć szczotką do butelek).
Pranie przełożyć z pralki do suszarki.
Choinkę trzeba rozebrać, już czas najwyższy.
Pudełka z piwnicy przynieść.
Rozebrać choinkę (sześć! sześć mikołajów czekoladowych jeszcze wisi, co ja ślepa jestem czy co!)
Znieść do piwnicy.
Piwnica, hmmmm. Mąż szukał plecaka. A wcześniej butów i kasków. Czytaj: nie ma jak postawić nogi.
Ogarnęłam. Wystawiłam do wywalenia niepotrzebne pudełka, na przykład po odkurzaczu, który sprzedaliśmy półtora roku temu. Ale pudełko – świętość! Stało, wypełnione powietrzem, i zajmowało miejsce. Podobnie zachowane, oczywiście na wypadek reklamacji, plastikowe pudełko po etui na kindla, ratunku, co się może popsuć w etui na kindlu, jeśli już to etui założysz??
Szkoda tylko, że papier i kartony wywożone są raz w miesiącu i że było to właśnie dziś rano, bo od razu by wszystko pojechało, a tak to będzie czekać miesiąc na następny termin. Trudno, ale zrobiłam taki porządek, że i z tymi kartonami można śmiało do piwnicy wstawić łóżko 90×200. Śmieci jeszcze wyniosłam, styropiany i inne bardzo ważne nie wyrzucaj rzeczy.

Prosto z piwnicy poszłam do łazienki i wzięłam kąpiel, po czym wskoczyłam w piżamę i ukochany szlafrok. Następnie zrobiłam sobie tę herbatę, prawda, zaraz po niej kolację i jak siadłam, tak już siedzę, ho ho, ze dwie godziny (dochodzi 22:00), przerwami na dostawę wina z lodówki, bo lubię zimne. Teraz wpadłam na to, dlaczego aż tak upadłam na głowę i się zatyrałam (ledwo się ruszam) – otóż na telefonie puściłam sobie Przyjaciół na netfliksie, słuchawki w uszach i nie muszę oglądać, wystarczy, że słucham i już mi miło i przyjemnie. No, to mi tak było, miło i przyjemnie przez parę godzin gimnastyki…

Znajomy, który tu mieszkał z rodziną (młode się kumplowały, my, matki też, no ale po trzech latach wrócili do Polski), chciał przylecieć do nas z młodą na Fasnacht (zakończenie karnawału, pochody przez miasto, konfetti, jedna wielka balanga). Niestetyż wizzair anulował loty BSL – WAW od połowy stycznia do końca lutego, a że easyjet już do nas nie lata, nad czym ubolewamy, bo miał cywilizowane godziny i zero opóźnień, jedyną opcją jest Zurych, no a Swissem to już nie to samo, co tanimi liniami, no i z Zurychu trzeba jeszcze dojechać, robi się już nietanio (jedno zdanie sześć linijek, brawo Kasia!). Natomiast zawiesiłam się na jednym zdaniu wypowiedzianym przez znajomego, a mianowicie, że małżonka stwierdziła, że ona nie chce, żeby córce (tej, która miała przylecieć i która miała pierwotnie bilet kupiony) wyrabiać nowy paszport. Stary stracił ważność, no to kurcze, nigdy nie wiadomo, co się trafi, lepiej, żeby dziecko miało, niż nie miało. No, ale matka nie chce. No spoooko.

Na koniec pracowitego dnia jeszcze wkopałam niewinną jak lelija młodzież. Gdyż albowiem pośrednio biorę udział w polsko-francuskim projekcie przyjaciółki, robiąc za tłumacza w obie strony. No i młodzież szkolna miała przyjaciółce przygotować historię miasta, i co prawda, weekend później, ale jest! Przysłali, dostałam do przetłumaczenia.

Trochę jęknęłam, jak otworzyłam Worda, przywileje lokacyjne? Cholera, jak to będzie po francusku, ratunku! Muszę pogooglać. Skopiowałam sobie te przywileje, myszka mi zahaczyła o parę wyrazów więcej, a ja z rozpędu wkleiłam i dałam enter. Ja szybko piszę na klawiaturze. Wyszła jak w pysk strzelił strona z Wikipedii, która sama w sobie jest co prawda otwartym źródłem, ale założeniem było, że młodzież napisze coś sama z siebie, na podstawie przeczytanych o mieście książek, a nie tak kopiuj – wklej. Czym prędzej wkopałam młodzież, donosząc, pardą, upewniając się, czy aby na pewno dajemy do projektu tekst żywcem wzięty z Wikipedii. Efekt jest taki, że ja chwilowo nie mam nic do przetłumaczenia, młodzież w poniedziałek dostanie w dziąsło, a ja mam tylko nadzieję, że nie wiedzą, jak się nazywam.

Oraz odkąd siadłam, wreszcie siadłam, sączę sobie winko, co jest najlepszym lekarstwem na moje obolałe po dzisiejszym zrywie sprzątania gnaty.

Pogooglam jeszcze trochę i spać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s