I wylądował

Występu w szkole muzycznej nie było, odwołali z powodu covida. Chociaż starsze klasy miały jakieś swoje przedstawienia, widziałam zdjęcia. I naprawdę, rodzice i tak podzieleni na dwie grupy, a występ można było zrobić w dużej auli. Dzieci były bardzo rozczarowane.

W czwartek przed świętami młody przyszedł do domu już w południe, radośnie oznajmiając, że klasa poszła na kwarantannę, ale nic się mamo nie przejmuj, wy sobie normalnie lecicie, spoko luz.
Kurwa.
Na kwarantannę wysyłają, gdy są trzy pozytywne przypadki w klasie. Wcześniej były dwa, ale takie, gdzie chory dzieciak najpierw się rozchorował i przestał chodzić do szkoły, a potem wyszło, że covid. Trzecia natomiast miała siostrę dodatnią, ale codziennie rano się testowała, żeby z czystym sumieniem iść do szkoły. No i akurat tuż przed świętami się wytestowała dodatnio.

Całe szczęście, że młody akurat w czwartek miał w szkole testy przesiewowe, ja do wyników i tak już siwiałam i postarzałam się o dobre parę lat, na szczęście przysłali, negatywny. Uff.
W piątek jeszcze młoda miała przesiewowe testy w szkole, i gdy dostałam mejla, że negatywny i że życzą wesołych świąt, dopiero wtedy poszłam po walizki. Ale kurcze byłam już tak przemielona psychicznie, że nie miałam siły się cieszyć (na szczęście miałam siłę się pakować :D).

W Polsce było idealnie. To był w ogóle bardzo dobry pomysł, żeby polecieć na święta tylko z Idą. Małżonek wypowiedział się już wcześniej, że on woli zostać i odpocząć, więc proszbardzo, młodemu dałam wolną rękę, postanowił towarzyszyć tatusiowi w nicnierobieniu.

Nie żebyśmy jakoś odpoczęły, bo wiadomo, że w Polsce zawsze nadrabiamy kontakty rodzinne niejako na zapas. Ale psychiczny luz – bezcenny.

Miałyśmy jechać do Lublina na kilka dni, ale teściowa miała kontakt z covidową osobą, więc część planów wzięła w łeb. Eh.

Wczoraj wieczorem wróciłyśmy, wyczekawszy się na opóźniony ponad dwie godziny samolot. Na szczęście małżonek w błysku przytomności wypożyczył samochód, nie musiałyśmy się więc tłuc komunikacją miejską, bo byłyśmy wykończone podróżą.

Dzisiaj dzień lenistwa (prania, prasowania i przepakowywania), a jutro jedziemy w góry na sylwestra. Nie wiem, co prawda, co nam wyjdzie z zaplanowanych spacerów w śniegu i z sanek przy plus czternastu stopniach, ale co tam. Monopolowy tam jakiś chyba mają ;/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s