Herbata ze śliwką i cynamonem

O jaka dobra.

No to tak, gwoli trzymania się chronologii wydarzeń, to kilka dni po, małżonek przyszedł do mnie się poskarżyć, na mnie, że on kompletnie nie rozumie, dlaczego jest w rodzinie pałowany, dlaczego się do niego nie odzywamy, bo przecież ON miał na głowie wszystko, TA, zakupy, samochód, radio, które niechcący włączył, Idę, mnie i ciężki wózek, nie wiadomo, co gorsze, każdy coś od niego chciał, a ON był do tego tylko jeden. Powtórzyłam mu niczym zdarta płyta, że pretensje mamy tylko (aż!) i wyłącznie o to, że postawił kolegę na pierwszym miejscu, a rodzinę na drugim, gdy sytuacja kompletnie tego nie wymagała. I wciąż jest zdumiony, że młody się do niego nie odzywa, zacięty po męskiej linii rodu.

Poza tym zimno. -1/+5, śnieg padał dwa razy, pierwszy i ostatni, jak to u nas. Za ciepło jest i musi być naprawdę zimno zimno, żeby coś poleżało parę dni. Póki co tatuś (mając na zbyciu Tageskartę, bo mu spotkanie z kolegą nie wypaliło), zabrał młodą w góry, to przynajmniej tam sobie dziecko śnieg obejrzało.

Zrobiłam ruskich pierogów, ale jak zwykle chciałam za dobrze i za cienko rozwałkowałam ciasto. I się zaczęły rozlatywać cholery jedne. Cholery poszły na pierwszy ogień, a co się trzymało kupy, to zamroziłam i niech mają święta. Oraz młody poprosił, żeby mu na święta przygotować taką wyrafinowaną potrawę jak piersi w sosie curry (kroisz, podsmażasz, robisz sos śmietana curry koncentrat sól pieprz, gotujesz ryż i voila gotowe). Produkujemy z młodą pierniczki, choinka od piątku stoi już ubrana. W nosie mam, że dopiero w Wigilię, nigdy nie czekałam do Wigilii. Poza tym po świętach to już Nowy Rok i karnawał, a świąteczną atmosferę najmocniej czuć właśnie teraz. Kupiłam dwie bombki robione na szydełku (na malutkim baloniku i ukrochmalone) i tak mi się podobają, że napisałam do laski o więcej. Cudeńka.

Wieczory spędzam z The Good Doctor, najlepiej mi się ogląda seriale medyczne. A właściwie – słucha, bo przecież już nie umiem robić tylko jednej czynności na raz, więc jednocześnie gram w scrabble na telefonie, słuchając dialogów. Po angielsku, bo odkąd zaczęłam oglądać anglojęzyczne filmy w oryginale, polski dubbing kłuje mnie w uszy. Dzięki temu mogłabym sama triażować pacjentów na sor i zlecać im badania :D.

W pracy spokojny koniec roku, wykańczam (się) dokumenty do audytu do recertyfikacji (bardzo po polskiemu zdanie, brawo Kasia), wczoraj pokazałam część szefowej i nie wiem, czego ona oczekiwała, ale po spotkaniu gdy wracała do domu, zadzwoniła mi podziękować i tak z pięć minut mi wisiała na telefonie. Sama ma napisać budżet, bo do tych danych nie mam dostępu, strategię wstecznie za 2020 (napisałam jej tylko 2021, bo w 2020 jeszcze tu nie pracowałam), a pozostałe dokumenty dostanie do podpisu i tyle. Chyba jest zadowolona 😉

W przyszłym tygodniu w biurze jestem w poniedziałek, wtorek i środę i potem do końca tygodnia z domu, a w sobotę lecimy. Znowu mam rajzefibrę i świruję, żeby na ostatniej prostej nie dopadł nas wirus albo inne cholerstwo. Zachorowań dużo, wróciły maseczki do szkół od 5. klas wzwyż (dla młodszych są zalecane ale nie obowiązkowe). Nerwy nerwy nerwy. Bez przerwy.

Ale za to w środę idziemy na musical do szkoły muzycznej tutaj lokalnej. Musical świąteczny wystawiany przez pierwsze klasy lokalnej szkoły podstawowej. Nasza gwiazda będzie na scenie 🙂 Miała być śnieżynką, ale będzie jakąś inną nie-śnieżynką.

No dobra, idę pokazać lekarzowi uszy, bo znowu bolą. Pewnie znowu antybiotyk :/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s