Był sobie praprasłoń, przedziwny zwierz

Znacie? Miałam taką słuchankę na kasecie. Teraz by się powiedziało, że audiobooka, ale wtedy to było po prostu słuchowisko, z Piotrem Fronczewskim w roli głównej. (ale Tapatików i tak nic nie pobije, odsyłam do youtube, wyborny dobór aktorów, śpiewały Alibabki, szał ciał i w ogóle).

No to tak.
Na dziś zaplanowaliśmy sobie dzień zakupów. Z rodzicami Alana (tak ich będę nazywała, tych nowoprzyjezdnych). Wysłałam mojemu oraz TA zaproszenie do kalendarza na google: sobota, 9-17, zakupy spożywka oraz ikea. Z zapasem czasu, żeby na spokojnie. Samochód klepnięty, ale jedziemy na dwa, żeby też się nie wiązać zanadto. Spoko.

Wczoraj: małżonek mi mówi, że wysłał pinezkę na mapie TA, żeby wiedział, dokąd ma dojechać i że spotkamy się na miejscu.

Gdy wjeżdżaliśmy do centrum handlowego, mężowi rozdzwonił się telefon. No przecież ja teraz parkuję, oddzwonię! (nie widzi, że parkuję?) Gdy oddzwonił, uparcie usiłując łapać zasięg w windzie, okazało się, że TA czeka… pod swoim domem, bo mieliśmy jechać razem, żeby pierwszy raz było im łatwo ogarnąć trasę. A tu mój mąż po prostu wsiadł i pojechał, zapomniawszy. TA jeszcze nie zna dobrze mojego męża.

No to dojadą sami, rzekł mąż, nie pamiętając ile razy zjazd wyprowadził go prosto na autostradę na Karlsruhe.

Mąż był z młodą w Macu, a młody ze mną na zakupach spożywki, ale jako że nie pamiętam pinu do swojej visy, poprosiłam młodego, żeby zamienił się z tatusiem miejscami. Mąż przyjdzie zapłacić, młody z siostrą posiedzi w Macu. Spoko.

Kończyliśmy pakowanie, gdy mąż usłyszał, że są, są! i nie oglądając się za siebie, zostawił mnie z ważącym na oko 50 kilo wózkiem, i czym prędzej pobiegł odnaleźć TA, który przecież nie przejdzie główną aleją do wejścia spożywki, trzeba go eskortować, ja natomiast spokojnie sobie z wyładowanym wózkiem poradzę. Natychmiast wkurw nieziemski mnie ogarnął i tuż za kasą stanęłam, tak jak stałam, i postanowiłam czekać.

Po kilku minutach przyszedł młody i przejął wózek. Słów, które wtedy wypowiedziałam, nie będę powtarzać. Zresztą, jeszcze wiele różnych słów mam dzisiaj w kolekcji.

Okazało się bowiem, że mąż najpierw wystawił młodego do pilnowania centrum centrum handlowego, żeby przypadkiem nie przeoczyć TA & Company, a sam poleciał do mnie, no zapomniało mu się, że ma dwoje dzieci, a nie jedno, boże na chuj drążyć temat, nikomu z was się nie zapomniało jednego dziecka w centrum handlowym w przedświątecznym tłoku? No bez jaj.

I oto młody przyszedł po mnie z wózkiem, dojechaliśmy do zryczanej młodej, odnalezionej w międzyczasie przez tatusia (chociaż obstawiam, że to ona wypatrzyła jego, zanim on się zorientował, że ją zgubił) oraz TA&Co, po czym absolutnie nie patrząc, gdzie jestem i kto słucha, spytałam czy do ciężkiej cholery naprawdę Adrian dostałby sraczki czekając jeszcze minutę i koniecznie trzeba było zostawić mnie samą z ciężkimi zakupami? (nie wiedziałam wtedy jeszcze, że zostawił młodą samą, bo moja tyrada wciąż by tam jeszcze trwała). Że skoro przyjechali dwie godziny później (bo do tego drobiazgu, że miał podjechać pod TA&Co, ale zapomniał, jeszcze mi się nie przyznał), to jeszcze chwilę mogą poczekać, a on rzucił wszystko, jakby się świat kończył i poleciał do TA.

Następnie, w sobotnim tłoku w centrum handlowym, na środku alejki, TA&Co miał jeszcze tylko parę pytań, bo przecież nie dostał ode mnie wcześniej żadnych informacji na ten temat, no skąd:
– jaki jest limit zakupów? ile mięsa? czy ubrania się w to wliczają?
– czy te 300 franków to na osobę? a jak będę miał paragon na 600, to co? (to zapłacisz cło, a jak nie zgłosisz, to cło i karę)
– a gdzie się podbija paragon, żeby dostać zwrot vatu? ale dokumenty? że w Szwajcarii mieszkamy? No ale po co? Paszporty? A bez zdjęcia nie można? Aaa, to sobie chyba dzisiaj darujemy jeszcze…
Oraz najlepsze: – a skąd wziąć wózek?
No kurwa.

Potem jeszcze minęliśmy go, jak wracał od bankomatu, bo jego cinkciarzowa karta nie dawała mu tu płacić, no a potem jeszcze jakimś cudem musiał rozmienić pieniądze, bo banknot euro trudno wchodzi w ten otworek na monety do wózka…
I wisienka na torcie, wszystkie sklepy oprócz spożywki były oklejone wielkimi wołami 3G: geimpft, genesen, getestet. Ha ha oraz ha. A oni bez szczepień, bo to ściema, na twarzy trzeba nosić szmaty i tak dalej, więc jeśli gdzieś weszli, to mogli nie zdążyć nic kupić. Już się ostatnio przespacerowali po mieście i chcieli zabrać młodego do maca, zaproponowano im na wynos :D:D:D. Dziko radują mnie takie sceny.

Czyli wracając do naszych nomen omen baranów, poranek wyglądał tak, że tatuś zostawił dziecko samo w centrum handlowym, żonę z zakupami porzucił gnając do kolegi, być może targany wyrzutami sumienia, że w sumie to się chyba z tamtymi jakoś umawiał, czy coś… Mieliśmy robić zakupy wózek w wózek (w sobotę rano, rozumiecie), żeby sobie MA zobaczyła, co gdzie leży, na której półce (a znajdę tam koszulki na wf? tak, na półce z koszulkami na wf, dziewczyno masz wielkie centrum handlowe, weź się ogarnij). Ostatnio pytali, jak jest masło po niemiecku. Nie wiem, jak się mam sprowadzać do obcojęzycznego kraju, to może bym jednak minirozmówki przekartkowała…?
No, to sobie nie pochodziliśmy razem po sklepie, bo jak oni przyjechali, to my już byliśmy na wylocie i nie zamierzałam spędzać z nimi ani sekundy. Z mężem nie miałam wyboru, bo jeszcze jechaliśmy do ikei. Tam się z młodym dowiedzieliśmy, że nie mamy za grosz wyrozumiałości i że cały świat się na męża uwziął, bo on ma tyle na głowie ( o terabajtach na głowie już się nasłuchałam, gdy nie zapisał Idy na basen. Priorytety, cóż). Usłyszał od młodego zwięzły komunikat, że sorry, ale niech się zastanowi, bo postawił na pierwszym miejscu kolegę a nie rodzinę i czy to jest OK dla niego. Oraz jeśli nie zamierza przepraszać, to niech się lepiej nie odzywa.

Wróciliśmy do domu, małżonek pojechał odstawić samochód na parking, a było to pod miastem, bo wymyślił sobie, że skoro jedziemy do ikei, i skoro TA też jedzie do ikei i będzie tam kupował jakieś meble, to i nam na pewno przyda się van, a najbliższy dostępny stał 20 km pod miastem, czego nie rozumiecie. Podróże kształcą.

Zatem jak wróciliśmy, rozpakowaliśmy zakupy (młody konsekwentnie zostawił ikeowe zakupy tatusia, skoro tatuś rozpakowywał tylko swoje, a nie że tam na przykład 8 toreb spożywki), i zawinęliśmy się na jarmark świąteczny. Dwa grzańce nieco ukoiły nerwy, z młodym sobie pogadaliśmy, o ile się to przy Idzie udało, nakupowaliśmy bombek u Polki, która tu stoi co roku, i wróciliśmy do domu.

Taka to była sobota.

A jeszcze tytułem uzupełnienia: panowie zaczęli razem pracować i mój ma wdrażać TA, wszystko mu pokazać itp. W środę byli w biurze (- Nie wziąłeś żadnej torby na laptopa? – A to mi nie dadzą?), poza tym mają pracować zdalnie, ale wdrażać jest po prostu łatwiej na żywo, więc TA będzie przychodził do nas. Powiedziałam, że OK, ale tylko i wyłącznie wtedy, kiedy ja jestem w biurze. Z dwoma chłopami siedzącymi w salonie, gadającymi non stop, dzwoniącymi i tak dalej, to ja ani nie popracuję, ani nie odpocznę. Napisałam więc mojemu grafik, kiedy ja jestem w biurze i że wtedy proszę bardzo, a środa i piątek, kiedy pracuję z domu, symetrycznie będzie, jak sobie pójdą pracować do TA. Na co MA rzekła: ale ja nie lubię, jak mi się obcy ludzie po domu plączą.
Aaaaaaaaaaaaa no to sorry.

Najlepsze jest to, że mój mąż ma takie wrażliwe serduszko i tak mu tego Alana żal, bo on by chciał z wujkiem porozmawiać, a pomachał mu przez okno, i taki samotny tu jest i w ogóle.
Córki zostawionej samej w centrum handlowej mu nie żal.
Córki, której zapomniał zapisać na basen, a gdy już obiecał, że będą razem chodzić, to poszli raptem raz, mu nie żal.
Córki, do której krzyczy UCISZ SIĘ, bo on akurat zamieszcza ogłoszenie na OLX i potrzebuje się skupić, mu nie żal.
Córki, której mówi, że już dosyć tego, teraz on chce w spokoju obejrzeć mecz, a przecież spędził z nią jakieś trzy minuty tego dnia, mu nie żal.
O synu nie wspomnę. Syn na szczęście wielu historii nie pamięta, i dobrze. Ale oczy ma, widzi, wnioski wysnuwa i nie hamuje się, by je wszem i wobec oznajmiać.
Ale nie, mąż się obcego dziecka żałuje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s