Budzik

zadzwonił dziś nad ranem, jakaś pomylona musiałam być, ustawiając go na niedzielę na 6:11, no naprawdę. Ale skoro już się obudziłam, zerknęłam na telefon – a ten się nie ładuje. Znaczy, podłączony pod ładowarkę, dobrą, wymienianą ostatnio na nową, wszystko dociśnięte, a ten leży i nic. Jak miał o północy 30%, tak dalej ma 30%.
Oczywiście spanie mi przeszło błyskawicznie, ale dlaczego się nie ładuje? o co chodzi? przepięłam na drugą ładowarkę, też nic, znaczek świeci, a baterii nie przybywa, jasna cholera, czy on jeszcze jest na gwarancji? bo bym oddała do serwisu, rany boskie co ja zrobię bez telefonu przez ten czas, jak żyć panie premierze, szlag by trafił, i tak dalej, i tak dalej, nakręcałam się coraz bardziej.
A przed dziewiątą przyszło mi do głowy, żeby zrestartować telefon – i od razu zaczął się ładować.
Nie ma za co, Kasia.

W domu gościmy gości. Męża znajomy zaczyna tu za miesiąc pracę i przyjechali znaleźć mieszkanie. We trójkę, mąż, żona i siedmiolatek. Na szczęście nocują w hotelu, na nieszczęście stołują się u nas, bo w hotelu covidowe obostrzenia, no a oni nie szczepieni, więc tym bardziej pewnie kłopot.
Laska fajna, normalna i prawie zdroworozsądkowa, tyle że foliarz, no i strasznie nadopiekuńcza i panikara. Trochę się nie dziwię, sama jeszcze pamiętam, jak to było te siedem lat temu, nowy kraj, nowe wszystko, do tego oni po niemiecku nic, on po angielsku się dogada, ona tylko na migi, więc rozumiem.
Ale z drugiej strony nie można się dać zwariować, bo, jak sama przyznaje, ona się bardziej boi niż syn, a ta tylko gdacze nad nim, synem-jedynakiem swoim. Wiecie, też miałam syna jedynaka, przez dwanaście lat, ale na Boga, nie mówiłam do siedmiolatka: oj, brzusio cie boli? to chodź, połozimy sie i mamusia psituli. Kasia, masz espumisan dla dzieci? Nie mam, po co mi. A co robisz, jak Idę boli brzuch? Każę jej iść do toalety, bo pewnie jej coś zaszkodziło. To co mu można dać? Szklankę ciepłej wody.
No to poleżała z siedmiolatkiem, pocieszyła go (musiał zostawić u nas na ten miesiąc przywiezione z Polski zabawki, a nie chciał, matka kazała zostawić, to go brzuch rozbolał, to matka zmiękła i już mu tam coś obiecała, a przy okazji jeszcze ma wyrzuty sumienia, nie ma głupich dzieci, panie).
Oraz co będzie jak on będzie chodził na basen? bo on się tak łatwo przeziębia (15 stopni, puchowa kurtka, czapka i szalik, też bym się w takim zestawie przeziębiła…), a jak nie dosuszy włosów? (basen w budynku szkoły), A słyszałaś o tych suchych utonięciach? To jest takie niebezpieczne i podstępne! Ale jak to, że skaczą do wody i łapią makaron? Nikt ich tam nie łapie? Jak to metr osiemdziesiąt w najpłytszym miejscu? I tak dalej, i tak dalej. Zamiast pokonywać swoje strachy, jeszcze się nakręca. Nie będzie jej łatwo, dopóki nie przestawi sobie w głowie podejścia.
Tłumaczę, doradzam, rozbrajam, wręcz spytała mnie, czy często jakieś dziecko tonie na basenach, skoro tak się uczy pływać. Odparłam, że 95% Szwajcarów umie pływać, właśnie dzięki nauce od pierwszej klasy, Piotrek w Sekundarschule musiał nurkować po dnie basenu na czas na zaliczenie i jak widać i zanurkował, i wypłynął, i nawet zaliczył. Rrrany.
Oraz leki, leki wszędzie. Syropki, tabletki, ale jak to z antybiotykiem do szkoły puszczają? U nas to siedzi się w domu i jeszcze potem trzy dni tak dla pewności… No nie będzie łatwo.

Trochę jej współczuję, no bo też wiem, jak to jest znaleźć się nagle w innym świecie (choć ja przynajmniej języki miałam ogarnięte), ale zamiast panikować, można dziecko zapisać na kilka lekcji pływania jeszcze w Polsce, niech ona instruktorowi wyjaśni swoje (bo nie dziecka) wątpliwości, instruktor niech je rozwieje (a następnie wyprosi z hali :D), a młody niech nabierze podstaw zachowania w wodzie i luz. Tyle, że kiedyś do tej wody trzeba jednak wejść (a w Polsce chlor i grzyba można dostać).

No dobra, bo narzekam, jak zawsze narzekam. Laska jest ogólnie fajna, będą mieszkać blisko, dzieci się od pierwszego kopa nie tyle polubiły, ile zaprzyjaźniły, panowie zaś mają ambitny plan razem pracować zdalnie. Chyba zaproponuję im owocowe wtorki, kiedy jestem cały dzień w biurze, bo sorry, ale dwóch chłopa gadających, dzwoniących, mających non stop calle albo muszących koniecznie coś tam omówić, to nie na moje nerwy. A nie mam innego miejsca do pracy, tylko salon. Poza tym coś mi się wydaje, że po Nowym Roku stracą okazję do wspólnej pracy, więc wszystko wróci do spokojnej normy ;-).

Tymczasem dzięki pobudce dzisiaj nad ranem oczęta mi się zamykają, więc się oddalę pod kocyk. Towarzystwo po obiedzie wybyło na Herbstmesse, jesienne karuzele i targi różności (na które goście, jako nie zaszczepieni, nie mogą wejść, teren jest ogrodzony, więc oni stoją jak te kołki za płotem, a małżonek mój prowadza dwójkę dzieci na samochodziki i strzelnice. Młody ma w swoim pokoju maraton meczowy, a ja – święty spokój. Chwilo, trwaj, jak najdłużej 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s