Boże jak mi było dobrze

Byłam, poleciałam, doleciałam, wróciłam. Teraz siedzę i tęsknię, i wspominam.

U Sister na działce. Hamak, trawka, drzewa, czego chcieć więcej? Wszyscy razem. Prawie, bo brat czekał na nas u siebie, nareszcie. Pan na włościach, wędził kiełbasy i gospodarzył. Zakochani w sobie z Justyną, zapatrzeni, szczęśliwi. To u nich odpoczęłam najbardziej, na warmińskiej wsi, nie poganiana listą do zrobienia, zakupami, załatwić aneks w banku, tu zadzwonić, tu dopytać, tam podpisać. U brata była po prostu wieś, podwórko, basen, w którym młoda wylegiwała się całymi dniami. A Sister mnie zabrała na Korteza!! Mało zawału ze szczęścia nie dostałam, chyba jednak dobrze, że wygadała kilka dni wcześniej niespodziankę, to mogłam przetrawić, rany jak było cudnie!! Magiczny wieczór, już nie wspomnę, że o 15 wróciłam od brata, po 5h w pociągu wysiadłam, zjadłam obiad, odświeżyłam się i dawaj z powrotem na Warszawę, bo tam był koncert. Chciałam sobie wyjść gdzieś tak dla siebie, nie wiem, do kina może (no to poszłam, Raya i ostatni smok, na Luca wysłałam już młodą z siostrzeńcem i jego dziewczyną (spytałam, czy mogę siedzieć między nimi, mamo, bo bardzo lubię Marka i Gosię, i się zgodzili!!)), to przynajmniej ten Kortez był, i to specjalnie dla mnie, dziękuję!!

Wcześniej był Lublin i moje najważniejsze trzy Agnieszki w życiu: najlepsza z kadrowych z jej terapeutycznym fotelem i rozmowy do późna w noc, potem chrzestna Idy, dziewczyny nawiązały między sobą więź, która mnie jest niedostępna, zdjęcia z lubelskiego skansenu mówią same za siebie, one rozumieją się bez słów. Ja to umiem wybrać chrzestną! 🙂 Trzecia Agnieszka, moja – zazdrośnie kiedyś nazwana – przyjaciółeczką!, jeszcze z akademika, przyjechała specjalnie dla mnie, bo wykończona upałem nie byłam w stanie ani rączką, ani nóżką. I przegadałyśmy na placu zabaw cały wieczór, na podwójnej prędkości i wpadając sobie w słowo, bo nie wiadomo, kiedy następnym razem nadarzy się taka okazja.

A rekordy pobiła Betty, która przyjechała do nas ze Stalowej, żebyśmy nie musiały się z młodą tarabanić w kolejnej podróży. I dzielnie zniosła wieczorne towarzystwo teściowej, jako że w Lublinie nocowała, żebyśmy mogły się na spokojnie nagadać. Co zresztą i tak się nie udało, pokażcie mi kogoś, kto się kiedyś nagadał. No.

Dobrze mi było. Bardzo dobrze. Najlepiej. Czasem szybko i na wariackich papierach, czasem na spokojnie i długim wydechu.
A teraz co. Pozostaje tęsknić. Dziękuję :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s