Lato

Weekendowe obiady na balkonie, sałata, kiełbaski, lody własnej roboty, mamo, tylko żeby było dużo oreo!!, opuszczanie rolet, bo słońce świeci i oślepia siedzących na kanapie i basenik dla chętnych do chlapania się w wodzie. Pomalowane paznokcie, każdy na inny kolor, mamo, jestem w spa!

Wczoraj młoda zdobyła pierwszą odznakę na kung fu! Dumni jesteśmy wszyscy, ja w ogóle nie wiedziałam, że tam są jakieś odznaki, a trener wyskakuje, że egzamin.

Po egzaminie, z dyplomem i odznaką pojechałyśmy do miasta, najpierw po sandałki, bo już czas najwyższy, potem na lody. W międzyczasie wsiadając do tramwaju wyglebałam się, używając słownictwa młodego, jak długa, zdobywając siniaki na kolanie, kostce i ramieniu.

Jako że jutro muszę być o siódmej rano w biurze, już dzisiaj od trzeciej się przebudzałam, żeby przypadkiem nie zaspać. Jak otworzyłam oczy o ósmej, pomyślałam, że po ptokach, ale na szczęście przytuliłam się i miłe kimonko trwało do wpół do jedenastej. Rekompensata za sobotę na kółkach cały dzień.

Ostatniej nocy niechcący wykręciłam numer Piotrkowi, nie żeby mu się nie należało oczywiście. Wstałam do toalety, po drodze zahaczając na piekarniku 00:55, patrzę – łazienka zajęta. O piątej rano!! Zaczęłam się dobijać, że kto to widział, że o piątej rano kąpiel to już naprawdę przesada!! Młody akurat już wychodził z kąpieli, coś usiłował protestować, ale szybko się zorientował, że nie bardzo jest z kim gadać, więc odpuścił. W końcu była piąta rano, prawda.

…dwa tygodnie później…

Tak mi nie szło to pisanie, i nie szło, to zapisałam i zostawiłam, i minęło nie wiadomo kiedy.

Tymczasem Ida pięknie przeczytała dzisiaj wyraz schody, po niemiecku: szody. Rekin po angielsku napisała schark, przez ch, i tylko małą literą, bo jeszcze nie zna tej zasady, że niemieckie rzeczowniki piszemy wielką. Tak naprawdę przyswaja w różnym stopniu jednocześnie trzy języki. Pewnie od jesieni, gdy zacznie już pisać i czytać w szkole po niemiecku, trochę jej się to unormuje, ale póki co jest misz masz.

Upały chwilowo odpuściły, jutro rano 15 stopni i deszczyk, w dzień 23. Nie przepadam za upałami, jak dla mnie takie 28 to maksimum szczęścia, a i to tylko na urlopie w tropikach, czyli w moim wypadku nigdy. Niemniej kupiłam sobie dwie sukienki na lato i nawet je naszam, ha! I dwie pary sandałków na lato, w jednych się od razu wyglebałam w tramwaju, bo czemu nie, ale drugie trzymają poziom.

W poniedziałek w pracy znów szykuje mi się pobudka na siódmą rano, bo muszę klientce wysłać wentylator do naprawy. Poczta odbierze ode mnie i dostarczy na koszt oprawcy, pardą, naprawcy, no ale bądź gotowy na odbiór sprzętu od godziny siódmej. A my przyjdziemy jak nam będzie po drodze. Eh.

Tymczasem jeszcze tydzień i urlop, ale wiecie, że wcale się nie cieszę? Zacznę za tydzień, jak odbiorę nasze negatywne testy. Póki co googlam, czy powinnam mieć na wjeździe jakiś formularz wypełniony, czy też nie. Ja będę dzień po drugiej dawce, więc się nie będę jeszcze liczyła jako zaszczepiona, więc pcr. Młody leci pomiędzy dawkami, więc też pcr. Młodej niby nie trzeba, ale cholera ich wie, ja im nie ufam, a jak jej mają nie wpuścić to już wolę jej w nosie podłubać i mieć pewność, zwłaszcza, że pediatra twierdzi, że testy nawet turystyczne cichaczem pokrywa Bund i nie przyjdzie mi rachunek do krankenkasy na sześć stów.
No a z powrotem to ja już będę powyżej 14 dni po szczepieniu, czyli działająca, młoda ze mną, i tylko młody, wracający tydzień po nas, będzie musiał zrobić test i na wjeździe do Szwajcarii zdać formularz. Znaczy, elektroniczny.

I o ile za polskimi danymi guglam jak oszalała, bo nie ma takiej strony, która by mi podała komplet informacji, to na stronie szwajcarskiego ministerstwa zdrowia po prostu mam tabelkę ze strzałkami, zajmuje to jedną stronę A4 i na dole wypluwa odpowiedź. Proste? Proste. Dla ciekawskich link.

Co to ja jeszcze. A, euro się zaczęło, oglądamy, kibicujemy, krzyczymy, denerwujemy się i trzymamy kciuki. Ja Chorwatom (bo przystojni) i Włochom (jak wyżej oraz świetnie grają). Chorwaci też świetnie grają i strasznie mi się wrył w pamięć Luca Modrić, bo kiedyś oglądałam z nim wywiad, w którym opowiadał, jak jako kilkulatek uciekał z rodziną przed wojną, poza tym on jest taki chudy i biedny i aż się prosi, żeby przytulić i zaopiekować.

No to co, to idę spać, a tak się miałam rozpisać…! zieeef…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s