W kategorii the best of

to zemściło się na mnie wielotorowe myślenie. Znacie to może, że kobiecy umysł jest jak przeglądarka internetowa z otwartymi kilkudziesięcioma zakładkami, tu przepis, tu piosenka, tam wiadomości albo jak usunąć plamy z pudru. Zatem pewnego wieczoru jednym kawałkiem mózgu myślałam o moich beznadziejnych paznokciach oraz że muszę je pociągnąć odżywką, drugim, że trzeba zmyć makijaż, no i co, i spotkały się dwie myśli i ręka sięgnęła na najwyższą półkę w łazience, tam, gdzie stoi zmywacz. Ale wiecie, nie jest ze mną tak źle, covidu nie mam, zapach wyczułam od razu, a w momencie przyłożenia wacika do powieki, nawet i szczypanie. Jeszcze mi tylko mignęło przez myśl cholera, mocniejsze oko!, i już zaczęłam płakać i smarować powieki mleczkiem. Od tamtej pory nieufnie przyglądam się każdej buteleczce, którą biorę w łazience do ręki. Lada chwila zacznę czytać etykiety i ulotki.

Drugim wyczynem było odpalenie palnika pod garnkiem z ciastem na naleśniki, zamiast pod patelnią, ale to przecież każdemu się może zdarzyć. Ledwo zdążył się zagrzać i na szczęście nie bulgotał.

Jeszcze coś wykonałam, ale już nie pamiętam co.

A, może to, że tak czekałam na wiosnę, że ciepło, warzywka i się będę odchudzać, ale co ja poradzę, że ta wiosna taka zimna, tak? Nie tak się umawialiśmy.

Weekend majowy miał standardowo 30 stopni, po 10 każdego dnia. Chociaż – w sumie w niedzielę było już cieplej, najgorsze przewaliło się w piątek i sobotę, ściana wody i zimno. Może dlatego, że u nas nie było długiego weekendu, tylko jak zwykle, za krótki. Na szczęście miałam zapasy wszelakie, nie było więc potrzeby wystawiać nosa z domu.

Najbliższy weekend ma być za to niemal letni, 23 stopnie i słoneczko. Może wybierzemy się na spacer po lesie, zakończony lodami u Gabrieli 8 km stąd.

Chciałam zabrać z nami jednego klienta, młodego chłopaka, o opiekę nad którym poprosiła mnie szefowa (bo sam, bo Polak, bo nikogo nie zna, bo może mu się praca nie podoba, wybadaj go). Pomyślałam więc, że zaproszę go na taką wycieczkową sobotę, obiad zjemy w domu, potem 8 km spaceru, lody i do widzenia. A pracował w Warszawie w tej samej firmie, co małżonek, zajmuje się też częściowo podobną działką, mieliby może jakieś wspólne tematy, cóż, kiedy mąż powiedział ALE JA GO PRZECIEŻ NIE ZNAM. Koniec, kurtyna, już gościowi nic nie powiem, umówię się z nim na mieście na kawę i tyle. Jak ma go obrazić albo traktować jak powietrze (tak tak, historia zna takie przypadki), to ja nie zaryzykuję.
Nie mogę się doczekać sierpnia, kiedy to podobno ma przyjechać męża kolega z Warszawy, żeby wyjść bez słowa z domu w połowie kolacji, albo oznajmić wszem i wobec, że to strata czasu. Już się tego uczę.

Co tam jeszcze. Do Idy przyszły papiery zapraszające do szkoły. ALE ŻE JUŻ?? Nie wierzę. Póki co trenuje chodzenie samej do przedszkola od połowy drogi. Mamusia trenuje, córka potrafi. Co prawda dopóki mnie widzi, idzie tyłem i macha, a jak jej znikam z pola widzenia, puszcza się biegiem do przedszkola. Jeszcze ostatnio tłumaczyła mi, że ona może iść sama całą drogę do przedszkola, ale tak od połowy to nie, bo to jest zupełnie co innego i musi mi dać buziaczka na pożegnanie pod przedszkolem i że to się w ogóle tak nie da, ale widzę, że coś się zmienia w tej kwestii. Dzisiaj kierowca autobusu sikał po nogach, jak zobaczył Idę najpierw stojącą na chodniku, nóżki równo, tak jak pan policjant kazał!*, potem się rozejrzała, weszła na ulicę (jednokierunkową), na przejściu popatrzyła na kierowcę (kontakt wzrokowy), skinęła mu głową w podziękowaniu i pomachała ręką, po czym dumna z siebie po drugiej stronie ulicy pokazała matce kciuk w górę.

To co, chyba sobie odpalę jakiś przyjemny serial. Ostatnio odkrywam Grace i Frankie, przez którego początek nie mogłam przebrnąć, ale po dwóch odcinkach wsiąkłam i tak zostałam. Do tego apka ze scrabblami, bo nie umiem już robić tylko jednej rzeczy jednocześnie. To miłego Państwu.

*Pan policjant przychodzi raz w roku opowiadać dzieciom, jak poruszać się na drodze, a raz przychodzi z drugim policjantem i dzieci mają przechodzić przez ulicę, pojedynczo lub w parach. Właśnie wtedy pan policjant kazał stać z nóżkami złączonymi przed przejściem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s