Ojojoj, ojojoj

Miejsca ojojane bolą mniej. Napisałam „mnie”, co też się w sumie zgadza. Jako że biodro boli, zapisałam się na rehabilitację. Znaczy, leki nie pomogły i skazali mnie na tortury. Pierwsza wizja rehabilitacji jest taka, że leżysz, a pani cię mizia i masuje, nie? Nie. Pani owszem rozmasuje, żeby rozgrzać, ale jednocześnie szuka, gdzie by ci tu paluszek przez żebra przepchnąć na wylot. Wydaje ci się, że ona wbija swoje długie szpony specjalnie, ale nie, paznokcie ma bardzo krótkie, po prostu wie, gdzie nacisnąć, żeby bolało. I jeszcze twierdzi, że to dla mojego dobra, no no.

Albowiem poszłam do pani z bioderkiem, ale w międzyczasie zaczął mnie boleć biust. Nerwem od pachy do środka piersi. Napisałam testament, pożegnałam się ze wszystkimi, cóż, nie każdy dożyje późnej starości, a ja się na to nigdy nie pisałam, bo nie będzie mnie stać na emeryturę, wybrałam więc ubranie do trumny (skremować!!), po czym poszłam do lekarza. Lekarz kazał jeszcze nie umierać, tylko podkablować bóle do fizjo. No a fizjo się dorwała jak hiena do padliny i stwierdziła, że to idzie od żebra przyczepionego do kręgosłupa i dawaj wsadzać palce między żebra. Dzisiaj dorzuciła jeszcze masażyk barku z przodu oraz okolice pachy, to tam właśnie najlepiej się wbija palce na wylot. I jeszcze mi wmawia, że to pomoże. Póki co ledwo piszę prawą ręką, tak mi ją zmaltretowała.

Tutaj wiosna, kwitną bzy i jest przyjemne ciepełko. Ida dopytuje, kiedy jej zrobimy basenik na balkonie, ale przy +18 to chyba jeszcze ciut za wcześnie. Na pocieszenie wczoraj zrobiła sobie spa w łazience, kąpiąc się w kostiumie kąpielowym, płetwach i okularach do nurkowania. W weekend odpaliliśmy balkonowy sezon grillowy. Było ciepło i leniwie, słońce grzało w plecki, wino chłodziło gardła i nigdzie nam się nie spieszyło.

Ida zaczęła wychodzić sama na dwór. Początki właściwie były już pod koniec lutego, kiedy na kilka dni wyskoczyło +20. Mieszkamy na wysokim parterze, młoda bawi się przed domem albo tuż obok, na placu zabaw. Ja, pracując popołudniami z domu, wypuszczam ją po obiedzie i tylko co kilka minut wyglądam kontrolnie przez balkon sprawdzać, czy jest i czy wszystko w porządku. W Polsce, mówcie sobie co chcecie, ogrodzone osiedla mają tę niewątpliwą zaletę, że człowiek był spokojniejszy, jak wypuszczał dziecko na dwór, bo była jako taka pewność, że samo za bramę nie wyjdzie. Do tego dziecko miało pomarańczowy polarek, który sprawiał, że widać go było od pierwszego kopa, na co po nastu latach poskarżył mi się syn, bo jak się bawili w chowanego, to on od razu odpadał.

Wracając do Idy, Gemeinde przysłała kopertę z informacjami do szkoły. Już? Do szkoły? Moje malutkie dziecko? Rany, jak ten czas pędzi (młody robi prawo jazdy, no spoko, i tak nie wierzę). Będzie chodziła do klasy 1a, grupa jeżyki (podzieleni na muzykę, ciekawostka) tuż obok przedszkola (do przejścia jedna ulica) oraz mają obowiązkowo do szkoły chodzić sami. Ida już teraz trenuje samodzielne chodzenie do przedszkola, i tylko szpieg z krainy dreszczowców chowa się za zaparkowanymi samochodami, żeby go dziecko nie widziało. Ale jak idzie ze mną i chcę ją w połowie drogi puścić samą, to nie chce, „bo to co innego mamo samej wyjść z domu, a co innego teraz tak od połowy drogi, i muszę dać ci przy przedszkolu buziaczka!”.

W pracuni niezmiennie dobrze, miło i przyjemnie, zaangażowanie wymagane proporcjonalne do zarobków, chwalą mnie i są zadowoleni, ja z nudów im wymyślam jakieś usprawnienia i się kręci. Szczerze mówiąc już mi szkoda, że stamtąd odejdę, oczywiście nie ze względów finansowych, natomiast to jest takie mięciutkie, puchate wejście w szwajcarski rynek pracy, sama branża ciekawa, atmosfera koleżeńska, hierarchia w zasadzie płaska, znaczy ja oczywiście mam respekt wobec szefowej, wiadomo, ale nie ma takiej piramidy, jak w leroy, że o ile bezpośredni nad tobą kupiec, to jeszcze miał jakieś ludzkie cechy (jego robota w jakiejś części zależała od ciebie), o tyle dyrektor nad wami to już bóstwo niedoścignione i jeśli takiego poprosić, żeby zamykał drzwi do siebie, bo wrzeszczy, a ty pracujesz w cyferkach, to oczywiście, zamknie drzwi, zjadliwie pytając przez następne dwa tygodnie, czy aby nie za głośno się zachowuje. Koniec dygresji.

Metka mi wpadła do herbaty, no świetnie.

A propos herbaty (już miałam kończyć, ta jasne), to w Polsce muszę sobie zrobić zapasik Dilmah. Tutaj nie ma Dilmah! Znaczy, jest online, ale ja sobie lubię sama powybierać. Są w ruskim sklepie, ale ruski sklep jest w Niemczech, a oni do siebie nie wpuszczają, bo zaraza. Ale nic to, poczekam. Chyba muszę zacząć robić listę zakupów w obie strony.

Póki co pójdę jednak pozarabiać na swój zus, czyli przełączę ekrany i dla odmiany napiszę coś służbowo. Dobrego dnia kochani i pysznej kawusi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s