Parostatkiem w piękny rejs…

Krawczyk dziś odpłynął, poinformowali. Są takie postaci, które pamiętamy jeszcze z dzieciństwa, które zawsze były i halo, dlaczego nagle mówią, że ich nie ma?

Święta się kończą. Dzięki home office miałam wszystko rozplanowane w czasie, z młodym zakupy, gotowanie w sumie bez presji i napinki. W piątek spędziłam popołudnie grając z młodą w planszówki. W sobotę poszłyśmy do kościoła poświęcić koszyczek. Młoda przeżywa intensywną fazę religijną, taka trochę bajka, trochę magii, więc bardzo przeżywała wizytę w kościele, nawet taką krótką i nietypową z powodu covidu. Wczoraj skorzystałyśmy z ostatniego dnia ciepłej i słonecznej pogody i wybrałyśmy się do zoo. Budynki są zamknięte, ale obniżyli ceny biletów o 30% i można spacerować na zewnątrz. Trafiłyśmy na karmienie słoni, obejrzałyśmy żyrafiątko urodzone w styczniu, kormorany, czaple siwe, flamingi, a i tak największą atrakcją było mamo, patrz! bociany!, których są dziesiątki. Natomiast trzy godziny w maseczce na wolnym powietrzu już nie były takie fajne, ale co poradzić.

Dziś już pochmurno i wietrznie. Postanowiłam sobie zrobić święta, co natychmiast zostało mi wytknięte, bo jak to tak, leżeć i czytać, a dziecko wysyłać z tatusiem na rowery?, podczas gdy w telewizji na pewno był jakiś kolejny najważniejszy na świecie mecz sezonu, którego po prostu nie wolno było przegapić. Zaprawdę powiadam wam, niektórzy nie powinni zakładać rodziny.

Mazurek od Gesslerowej pycha, makowiec też pycha, sucha była tylko dupka, w środku mak i bakalie, o jakie dobro, i lukier na wierzchu. Serniczek też na wykończeniu. W świętach najbardziej lubię niespieszne przemieszczanie się z pełnym talerzykiem to na fotel, to na kanapę.

Dziwne uczucie, jutro do pracy, a przecież dopiero co to długie, czterodniowe wolne się zaczynało, i wydawało się, że łooo panie, dwa weekendy pod rząd, ale będzie tego wypoczynku! Aha, jasne. Na szczęście teraz tydzień krótszy, dwa dni z domu i znowu weekend. W sumie bez sensu, że tak odliczam, bo niby do czego mi się tak spieszy.

A! Zmartwiłam dzisiaj teściową.
– Ale jak to??
– Nooo… normalnie. Już trzeci rok idzie.
– No ale mnie zmartwiłaś, ojej, ojej…
– Ale to nie jest powód do zmartwienia, mnóstwo ludzi tak żyje! Jestem nawet honorowym krwiodawcą tutaj, to chyba nie najgorzej się mam, mimo wszystko.
A ta swoje. Wzdycha i cmoka, i przeżywa. No nie po jej myśli, no tak się nie da…
Myślicie, że w wolnym czasie topię bezpańskie koty? Napadam staruszki w parku? Gorzej!
Mięsa nie jem.

Jedna myśl na temat “Parostatkiem w piękny rejs…

  1. Ale jak to? Czym Ty żyjesz? I może jeszcze dzieci nie dostają. Oj oj.
    A tak poważnie. Super, że dobrze się masz na wege. Nie każdy tak ma.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s