Wieczorową porą

A ten doktor to jeszcze na drugi dzień narzekał, że on musiał z punktu A jechać do punktu B, po to, żeby trzecie mieszkanie obejrzeć 50 metrów od punktu A, cóż za niedopatrzenie i błąd organizacyjny, doprawdy. Niewybaczalne.
Wybaczalne by było, gdyby przejechał te kilkaset kilometrów z Niemiec, żeby obejrzeć dwa mieszkania, a nie cztery, zapewne. Maruda marudny. Ja na jego miejscu bym się cieszyła z cudu ogarnięcia czterech w sumie adresów dzień przed przyjazdem, no ale ja nie mam dr przed nazwiskiem, on nawet jak dzwoni, to się przedstawia, że doktor Kowalski, widać czegoś mu brak.

Dni mijają mi szybko i jakoś niepostrzeżenie. Wpadłam w rytm praca – dom i tak sobie w nim trwam dość wygodnie. Home office mi ni chusteczki nie wychodzi, to znaczy wychodziłby on przypuszczalnie, gdyby nie to, że pracuję w salonie, otwartym na kuchnię. Małżonek wypełza z pieczary (szczęściarz, pierwszy zaczął home office i zajął najlepszą miejscówkę), zrobi sobie kawkę, zabrzęczy młynkiem, opowie, czymże go tym razem zdenerwował któryś Hindus i że dziesięciu ich takich to robi robotę może dwóch w Europie (i nie, że uprzedzenia rasowe, czy coś, jak mi z mordem w oczach wybiega z pokoju krzycząc kurwaaaaa znowu zamknął ticket, chociaż nic z nim nie zrobił!!, to ja go rozumiem, bo takie zachowanie nie ma pochodzenia ani koloru skóry, jedynie mentalność). Mimo, że gorąco współczuję małżonkowi współpracowników, rozwala mi on moją pracę, skupienie i zabiera chwilę bezcennej ciszy. I nie, nie pójdę do Idy do pokoju (niziutkie biurko) ani do Piotrka (ferie zaczął)i chyba serio będę przez najbliższe dwa tygodnie zostawać w biurze, a ten świeżo pełnoletni niech się nauczy ogarniać codzienność.

Już go unieszczęśliwiłam komunikatem pt. godzina z siostrą na dworze, co doprawdy dobrze zrobi obojgu, i na ciało, i na ducha, i na więzi, i w ogóle. Będę pilnie obserwować, ale założę się, że nie zauważę żadnych uszczerbków na zdrowiu młodego. No, może tylko będzie więcej warczał na matkę, ale z biura to nawet nie dosłyszę.

Kupiłam ostatnio chyba środek Jeżycjady (18-22) i czytam. Czytam to chwilami za dużo powiedziane, bardziej kartkuję, żeby poznać dalsze losy bohaterów. Bo nie ukrywajmy, najlepsze są te pierwsze historie, dokładnie tak jak u Chmielewskiej.

No dobrze my tu gadu gadu, a tu za 6,5 h bezlitośnie zadzwoni budzik. Pora spać.

Dobranoc, kochani.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s