Bez zmian

Bo wiecie, to nie jest tak, że skoro poszłam do pracy, to od razu nie wiadomo jak mi się tutaj podoba i życie stało się piękniejsze, wszystko rzyga tęczą, a mój mąż nagle zaczął współogarniać dom. Nie, to tak nie działa, moi drodzy. Emigracja dalej jest dla mnie beznadziejna, po prostu mam mniej czasu, żeby o tym myśleć.

Jako, że wzięłam sobie do serca te najważniejsze w życiu słowa męża, oraz jako, że to sobie obiecałam, jako pierwszy krok, gdy tylko pójdę do pracy, niniejszym wcielam w życie. Oglądam oferty trzeciego filaru emerytalnego i zaczynam płacić składki. Miło, że do pewnej kwoty można je sobie odliczyć od dochodu brutto, zawsze jakieś otarcie łez.

Mąż był bardzo zdziwiony i zaczął niby to nie protestować, ale sugerować, że w sumie to on rozumie, bo on pracuje, a ja mam te 6,5 roku przerwy, ALE (mózg pamięta wszystko PO ale, to, co PRZED – wycina. Amerykańscy naukowcy powiedzieli). Ale on nie odkładał tylko wkładał wszystko na życie (kapelusze, zegarki, markowe, drogie i nie zawsze potrzebne kolejne ubrania, buty, koniaczki, cygara…), znaczy, na jedzenie i spożywkę, chciałam powiedzieć.
Odparłam, że ja mam owszem 6,5 roku przerwy, a on przez ten czas ma składki z 1. i 2. filaru i to umówmy się, nie od najniższej krajowej. Po drugie, dostał od poprzedniego pracodawcy na odchodne okrągłą sumkę zamrożoną na emeryturę właśnie, a po trzecie, to jak ty sama o siebie nie zadbasz, to nikt o ciebie nie zadba. No, to zadbam. Coraz bardziej lubię to zdanie, wiecie? Taka broń obosieczna, pięknie naostrzona.

W pracy powolutku. Dzisiaj rano przecknęłam się po szóstej, jak młody kręcił się po kuchni. Przypomniałam sobie, że miałam wysłać szefowej faktury, nic się nie stanie, jeśli zrobię to nawet w poniedziałek, ale kto by tam usypiał jeszcze na godzinę, prawda. Lepiej poleżeć i się podenerwować. Albo wstać i o jakiejś chorej godzinie zacząć dzień. Przeszliśmy na home office i niespodziewanie podoba mi się to. Jako, że w przeciwieństwie do co poniektórych pracujących od ponad roku w domu, w pakiecie z podwójnym chromosomem X dostałam tryb wielozadaniowości, tak ceniony w dzisiejszych czasach na rynku pracy, zatem, do brzegu, zanim ta dygresja poniesie mnie wartkim nurtem do oceanu, ZATEM oprócz tego, że pracuję zdalnie, w salonie, w akompaniamencie piosenki to domisie to domisie śmieszne stworki śmieszne pysie, w międzyczasie puszczam odkurzacz, wstawiam rosół, a przechodząc do kuchni zgarniam brudne kubki ze stołu. Czarna magia podobnież.

Jako że młody ma w niedzielę 18. urodziny, zapytałam, co też wyjątkowego mu ugotować na obiad (bo świętowanie załatwił nam covid, prawda). Młody pomyślał, pomyślał, i orzekł, że zjadłby… ryżu z jajkiem sadzonym. Wypas, w sam raz na uroczysty obiad ku czci :D. Po chwili jednak dorzucił, że burgery na kolację byłyby super, całe szczęście. Tort zamówiony, jutro odbieram. Prezenty zapakowane. Ida zaaferowana chciała bratu zapakować w prezencie swoje memory, które brat przywiózł jej z Londynu, ale wybiłam z głowy ;). Pozostaje tylko – świętować.

A, co jeszcze? Uprałam dziecku czapeczkę, z merynosa, i teraz dziecko czeka na czapeczkę, która już zamówiona jedzie ze sklepu. A uprana czapeczka jest w sam raz na lalkę.
40 stopni, no kto by pomyślał!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s