I znowu pełni złudzeń

Pardon, nadziei.

To tak:
– W 2020 nie rozwiodłam się z mężem, ale to tylko z lenistwa i strachu.
– Schudłam 4 kilo, nawet dwa razy! Niestety, były to te same 4 kilogramy… Niemniej wreszcie znalazłam sposób (jeszcze bardziej ścięłam kalorie, trzy posiłki dziennie, dużo warzyw, żeby nie powiedzieć inaczej). Działa. Coś działa nareszcie.
– Siłownię rzuciłam z płaczem połączonym z obrzydzeniem jakoś w październiku. Dopóki miałam serial na netfliksie, to jeszcze jakoś leciało, rozgrzewka, ciężary, a potem godzina cardio z serialem. Ale w pewnym momencie serial się skończył i już nic nie było w stanie uratować tego wrażenia, że siłownia jest tak bardzo bezsensownym miejscem i stratą czasu, że wyszłam i nie wróciłam.
– Garderoba właśnie zaczyna być uzupełniana albowiem
– Rzutem na taśmę dostałam pracę łosia roku i za trzy dni zaczynam. Odliczam, żeby nie zapomnieć.
– Staram się czytać i obserwować na IG mądre i wyciszające książki i profile, ale to jest najtrudniejsza robota na świecie, poukładać sobie w głowie.

Ten rok był ogólnie beznadziejny. Zaczął się z grubej rury, największym kryzysem małżeńskim ever, a potem było już tylko gorzej. Atmosfera przez całą zimę i wiosnę była jak z horroru, wroga cisza przerywana soczystymi wymianami zdań. W najgorętszym okresie była u nas moja mama, zatrzymana przez covid nadprogramowo na trzy miesiące, co już samo w sobie zaogniało sytuację, a do tego spędziła ten czas „na wygnaniu”, czego nie omieszkała powtarzać. Słowa bolą, pamiętajcie.

Młody w szkole bez problemów, leń paskudny mógłby mieć lepsze oceny, ale sam przyznaje, że nie uczy się tego, co mu w życiu nie będzie potrzebne i trudno mu tutaj odmówić racji. Sama byłam kujonem, który musiał mieć od góry do dołu piątki, i na cholerę mi to było. Było się zająć przyjemnościami a nie wkuwaniem historii. Ma wąskie grono kolegów, wychodzi z domu rzadko, jego życie towarzyskie, również z kumplami, toczy się w sieci.

Młoda chodzi do przedszkola, spragniona kontaktu z dziećmi właśnie skakała pod sufit, gdy się dowiedziała, że to jeszcze tylko trzy dni i koniec ferii. Przestała seplenić po pierwszej wizycie u logopedy. Teraz czas na R, które jest ostatnią pojawiającą się głoską, chociaż Ida potrafiła wydobyć ten dźwięk jako dwulatka. Potem znikło, ale już czas, żeby się pojawiło trwale. I owszem, z logopedką pięknie wyćwiczyła niemiecko-francuskie rhy, ale na Boga nie obchodzi mnie, jak ona będzie mówiła po niemiecku. Po Piotrku widzę, że w ciągu najbliższych lat niemiecki wejdzie jej błyskawicznie, za to polski dramatycznie ucieknie. I o ile młody miał za sobą przynajmniej te cztery lata polskiej podstawówki, Ida takiego zaplecza mieć nie będzie. Wspieram więc jej rozwój języka ojczystego, a niemieckim niech się zajmie szkoła. Co ciekawe – Ida sama z siebie stosuje feminatywy i jest dla niej oczywiste, że gdy dorośnie, dostanie weterynarką. Komputer mi to słowo jeszcze podkreśla, ale już niedługo!

Z pozytywów, to 2020 i covid nie uderzyły nas praktycznie wcale. Mąż pracował zdalnie przez cały rok (i obydwoje żyjemy, co sobie poczytuję za sukces), więc jemu się nic nie zmieniło, ja nie pracowałam, więc nie miałam czego tracić. Nie zachorowaliśmy na covid ani nikt z naszych bliskich i znajomych nie zachorował, choroba nikogo nam nie odebrała.

Plan na 2021 będzie skromny:
– Przepracować w nowej pracy rok i znaleźć coś za sensowne pieniądze.
– Wyjechać na dwa tygodnie do Polski. Rok to długo. Ida bardzo tęskni i ja bardzo tęsknię. Nic się w tej kwestii nie zmieniło, emigracja okazała się dla mnie beznadziejnym pomysłem. I nie, dla mnie Polska to nie tylko PiS i Kaczyński. Dla mnie to rodzina, przyjaciele, język polski, gazety po polsku, pójście do kina, zrozumienie wszystkiego, co mówi pani w urzędzie bez stresu, że cię opierdoli, że nie znasz dialektu, swobodne porozumiewanie się (kto z was w dowolnym obcym języku spontanicznie powie „no przegięli wczoraj z tymi obostrzeniami”, albo „Ten Kubacki to odpalił taką petardę, że szok!”, żeby nawiązać gadkę z matkami pod przedszkolem?), a przede wszystkim to unoszące się w powietrzu poczucie, że jestem u siebie. I nikt mnie stąd nie wygoni, nie wyprosi i nie da odczuć, że jestem persona non grata.
– Czy jeśli kolejny rok z rzędu wpiszę na listę „schudnąć” to będzie jeszcze plan, czy już tylko anegdota? 🙂 Ale w sumie z pracą się udało, to co mi tam. Wpisuję, w końcu plany zapisane człowiek częściej realizuje.
– Zrobić całościowy przegląd i całą możliwą diagnostykę wszystkiego; na ten rok obniżyłam sobie franszyzę (czyli już po 300 frankach rachunków opłaty przejmie ubezpieczyciel, oczywiście za wyższą miesięczną składkę zdrowotną, ale po wydatkach rzędu 1500 CHF rocznie to się i tak opłaci, a w planach mam chociażby okulistę (300) i gina (200), resztę się dorobi (tarczyca, biodro)) i zamierzam przejść się po wszystkich lekarzach i zbadać, co tylko się da.
– Zadbać o włosy, bo suche dramatycznie. Proces już rozpoczęłam, jakieś bioekovegańskie szampony i maski są w użyciu, za kartę podarunkową świąteczną od młodego. Fajne. A na paznokcie odżywka z biotyną. I tak, wiem, że biotyna w tabletkach jest najlepsza, ale łykanie 6 tabletek codziennie przez trzy miesiące jest ponad moje siły. Nienawidzę tabletek.

Z życioumilaczy, to odkryłam, że empik za jedyne cztery dychy dostarcza przesyłki do Niemiec. Mamy adres w grenzpaket (taki punkt odbioru przesyłek z UE dla Szwajcarów), złożyłam jedno zamówienie i na pewno od czasu do czasu będę składać kolejne. Gry, audiobooki i książki dla Idy, gazety, książki i inne przyjemności dla mnie. Pudry mineralne moje ulubione też mają wysyłkę do Niemiec, szkoda, że większość firm odzieżowych nie (zwłaszcza Quiosque i Carry, cierpię, bo mają ładne wzory i dobre składy, a na wyprzedażach ceny bardziej niż przystępne). Oraz dorobiłam się własnej osobistej karty visa i już nie muszę się prosić o zakupy w internecie. Tzn nigdy mi mąż nie odmówił, ale albo nie ma czasu, albo na ten przykład może przypadkiem chciałabym zrobić jemu prezent, i co? I nici z niespodzianki! (taaaak tylko teoretyzuję :D)

Rozpisałam się, ale tak to jest przy podsumowaniach. Poza tym za chwilę nie będę już miała tyle czasu, wiadomo, więc korzystam. Zielona herbata (życioumilacz!) w ulubionym kubku (życioumilacz!) wypita, idę spłukać maskę z włosów (dbanie o siebie) i może zorganizuję jakieś śniadanko. Mam ochotę na jajecznicę na masełku (leciuteńki noworoczny kacyk)!

Aha, na 2020 kupiłam sobie piękny planner, żeby planować i realizować. Jak się potoczył ten 2020, sami wiecie. Obiecuję, że nigdy więcej tego nie zrobię.

To co, kochani, obyśmy ten 2021 przetrwali w niezmienionym składzie i w jak najlepszej formie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s