Stan na dziś

jest taki, że Ida wychodzi już na prostą, mnie wzięło raz a dobrze, Piotrek dogorywa i odsypia nockę.

Zaczęło się w poniedziałek. Pogoda piękna, wypuściliśmy się do miasta na spacer i wyprzedaże. Młoda poprosiła o precla z masłem. Może sprzedawca był zarażony? Albo ktoś w tramwaju? Nie wiem. Efekt był taki, że jak po pierwszej w nocy skończyłam układać puzzle i kładłam się spać, młoda zaczęła kwękać. Ostatnio takie kwękanie skończyło się zapaleniem ucha, więc moja czujność momentalnie wzrosła. Po kilku minutach sytuacja się wyjaśniła, Idę zaatakował malowniczo i obustronnie wirus grypy żołądkowej. Wymęczył ją do siódmej rano, biedacynę.

We wtorek odsypiałyśmy. W związku z tym młoda pobalowała do północka i rano była bardzo niepocieszona, że ją matka o dziesiątej budzi. Ale halo, za kilka dni powrót do przedszkola! Nie jadła prawie nic, piła, to najważniejsze.

Środa, młoda trochę lepiej, za to mnie z godziny na godzinę jakby nie bałdzo. Ehhhh. Zmasowany atak nastąpił wieczorem, ale żebym się nie czuła samotna, dołączył do mnie młody, którego przeczołgało dużo intensywniej, mniej więcej tak, jak młodą. Bo ja, to wiecie, chora matka + chore dziecko = matka błyskawicznie ozdrowiała, bo jakie wyjście. Co poradzić, jak dzieci półsieroty społeczne. („bo jak byłem dwa lata temu chory na grypę to też mi nikt nie pomógł!” „- bo jak my leżeliśmy chorzy, to poszedłeś do sklepu po artykuł pierwszej potrzeby, dwie paczki fajek!”, i tak dalej, i tak dalej). W międzyczasie jeszcze Idy żołądek dał znać, że tak całkiem zdrowy to on nie jest, więc dostała smectę.

Stan na Sylwestra jest taki, że młodej powolutku wraca apetyt i forma. Młody odsypia noc, lekko gorączkujący (Ida nazajutrz była taka sama). Bolą go mięśnie nóg, jakby to chodzenie do łazienki kosztowało go co najmniej wejście na Mount Everest. Masuję go moimi rolkami na cellulit, pomaga ;). Mnie jeszcze niedobrze, ale komu dzisiaj dobrze?, jest 15:30 i właśnie przyswoiłam śniadanko. Puściłam zmywarkę i trzy pralki prania. Pan domu jest ponad takie czynności, on tu jest od oglądania lotek aktualnie. Serdecznie mu życzę, żeby na łożu śmierci kiedyś wspominał tę fantastyczną wygraną Ratajskiego do ćwierćfinału, a nie tam, że jakieś dzieci, jakaś rodzina. Po co to komu.

No, to u nas Sylwester jak by nie patrzeć wystrzałowy! 😉

A na Nowy Rok życzcie mi dużo odwagi. Przyda się.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s