Odkąd

nieutulona w żalu odstawiłam w znacznej mierze ser, żółty ser, w kraju sera, odstawiłam ser!!, moje podroby mają się nieco lepiej, przyznaję ze smuteczkiem. Plaster raz w tygodniu, raclette sobie nie odmówię, ale to też jest jedna porcja na tydzień – dwa. Jak żyć, panie premierze, jak żyć?
Natomiast muszę przyznać, że dzięki temu zabiegowi, moje śniadania i kolacje (czytaj: kanapki) zrobiły się lżejsze, mniej kaloryczne, za to o wiele bardziej kolorowe. Hummus z burakiem i chrzanem, albo kwaskowy z trawą cytrynową, uwielbiam! Biały ser jako smarowidło (coś jak almette) też zaczęło wchodzić, bo jakie wyjście. Na to sypię kiełki, rzucam papryką (dobrze, że jestem wegetarianką, to nie mięsem), pomidora dzisiaj napoczęłam z pewną taką nieśmiałością, a on okazał się być tak słodki i pachnący, jakby go prosto z krzaka zerwali. Albo naszprycowali aromatami i glutaminianem sodu, żeby smakował, w każdym razie efekt osiągnęli spektakularny.

Degustacja pomidora miała dzisiaj również tę zaletę, że codzienny test na smak oraz węch został zaliczony.

Kuchnia, skoro już w temacie jesteśmy, serwowała dzisiaj penne carbonara (mamusiu, robisz najpyszniejsze kluski z białym sosem!!) oraz zupę pieczarkową, co wywołało wśród młodego pokolenia łzy rzęsiste, albowiem dzieci, jak się okazuje, nie lubią pieczarkowej. Starszy zjadł, demonstrując przy każdym ruchu, jak bardzo jest urażony moim brakiem wiedzy dotyczącym jego preferencji kulinarnych, młodsza zrobiła deal z tatusiem, wyjadając ziemniaki i wodę, zostawiając tatusiowi podejrzane grzybki. Ale przynajmniej smak nowy poznała.
Następnym razem zrobię im zupę krem z kiszonej kapusty, widziałam takie cudo i wszyscy zachwalają :).

Assessment w piątek miałam, kazali posiedzieć przy komputerze i poguglać, wyszukać informacje i odpisać na mejla. Największym wyzwaniem było dla mnie ciągłe poprawianie z i y, bo niemiecka klawiatura jest jakaś chińska i mają te literki zamienione. Wyniki do końca tygodnia, mam jedną kontrkandydatkę.
Tymczasem różne fajne inne ogłoszenia, z gatunku tych, co to w 100% dla mnie, znowu okazały się być nie dla mnie. Obawiam się, że taki sam los podzielę przy Programie Powrotów Do Pracy Po Przerwie Na Macierzyński I Zachcianki Męża. Program bardzo fajny, ale firma chce ułatwić powrót na rynek osobom, które przed przerwą zajmowały stanowisko co najmniej senior managera oraz głównie cisną w sektor bankowo-finansowy. A osoby z takimi stanowiskami w CV znajdą sobie pracę z palcem w nosie i nie potrzebują do tego ambitnego programu Real Return, żeby się firma pokazała na rynku jako women friendly. Więc jakby jednak ten łoś był aktualny, to ja chętnie…

Z kącika hipochondryczki uprzejmie donoszę, że mam nerwicę (albo kurwicę). Mam od niedawna płytszy oddech, na leżąco jeszcze gorzej, a gdy się zdenerwuję, czyli kilkanaście razy dziennie, czuję, jakby mi kto na klacie siadł i przyduszał. Do tej pory kojarzyłam to uczucie głównie z wysokim pulsem (105 przy niskim ciśnieniu), ale ostatnio udało mi się złapać puls 80 przy takim samym samopoczuciu.
Oraz paznokci już praktycznie nie mam, co mi milimetr urośnie i wystaje poza granicę, natychmiast się łamie lub zadziera i trzeba go wyzerować. I włosy garściami, chociaż to może przez jesień.
Hormony miałam ostatnio w porzo i lekarze (ogólna i gin, któremu nakablowałam przy okazji) zgodnie stwierdzili, żeby się nie czepiać.
A skąd wiem, że nerwica? No oczywiście, że z google 😀

A! I nowe okulary mam! Trzy dni przed assessmentem na łosia zdjęłam okulary, żeby szkła przeczyścić, a zausznik zrobił mi w rękach pyk! – i pozostał osobno. Całe szczęście, że tydzień wcześniej zamówiłam nowe, więc była szansa, że lada moment zaproszą do odbioru. Tymczasem musiałam wymysleć jakiś chałupniczy sposób, bo bez okularów widzę dobrze, ale po godzinie głowa mi pęka.
I teraz wyobraźcie sobie odblask na szprychę, taką wąską, szarą 8 cm rurkę, nałożoną na ramię oprawki. Żeby ją pogrubić, bo na to poszła sznurówka do okularów; kiedyś się nosiło łańcuszki, teraz sportowcy na zauszniki nakładają gumowe rurki połączone sznurówką, żeby przy bieganiu okulary im nie spadały. Jeden domowy sportowiec koniecznie potrzebował właśnie takiej sznurówki i jako że leżała wolna, nie używana, zaanektowałam ją tymczasowo dla siebie. Uratowała mi komfort życia przez te parę dni, jedynie nadmiar sznurka drapał po plecach.
A okulary odebrałam dzień przed rozmową, całe szczęście, ufff.

W domu życie toczy się starymi, utartymi ścieżkami. Małżonek rano wstał, zrobił jajecznicę sobie, zjadł. Weszłam do kuchni ja, zrobiłam jajecznicę sobie i młodemu, zjedliśmy. Nuda.

To co, miłego tygodnia Państwu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s