Otóż

wczoraj postanowiłam położyć się wcześniej spać. Serducho mam, bo coś mnie gniotło, puls za wysoki, zmęczona i niewyspana, myślę sobie, Ida spać, Kasia spać. Poleżałam, poczytałam, zasnęłam. Tymczasem zegar zaczął wybijać swoją północ, wyrywając mnie z pierwszego snu, bo podświadomość myślała, że to już budzik dzwoni. Ale spokojnie, nic się nie stało, zasnęłam dwie godziny później. Wciąż lubię, jak bije.

Zrobiłam wczoraj sałatkę z cykorii i się nią zachwycam, pomyślałam, że pozwolę i Wam się pozachwycać (przepis z beszamela):
Składniki:
3 cykorie
3 małe jabłka
sok z połówki cytryny
kilka łyżeczek oliwy
2 łyżki śmietany
1/2 łyżeczki imbiru
drobno pokrojone orzechy włoskie do dekoracji
sól, pieprz
Posiekać, wymieszać i zjeść. Dodałam pół płaskiej łyżeczki cukru pudru, co się ładnie przetrawiło z imbirem i pieprzem. Wyszła pycha! Polecam, Magda Gessler.

Nieśmiało szykujemy się na black friday, moja i Idy szczoteczka elektryczna już ledwo zipie i zdecydowałam się na soniczną. Ma być super hiper, zobaczymy. Oraz mąż sam z siebie spytał, czy mam już wybrany model odkurzacza samojezdnego. Chyba jeszcze tylko nie ma świadomości, że odkurzacz nie ma opcji zbierania wszystkiego z podłogi. Miała być iroomba, bo znajomy ma i jest zadowolony, co ja wymyślam jakieś tańsze wersje, jakie roborock, kto to widział, a to w ogóle podobno xiaomi jest, po czym znajomy przysłał pudełko i okazało się, że zachwalany odkurzacz… tak, tak… Ehh, czy ja zawsze muszę mieć rację? To takie męczące.

Na koniec miesiąca małżonek powinien dostać wypłatę za nadgodziny, w tym te, rok temu nie przepisane z notesu do systemu, bo zapomniałem. Na jego szczęście dopisywał je sobie sumiennie, plus oczywiście, jak to on, dorobił jeszcze, więc cośtam więcej powinno spłynąć na konto. I dobrze, bo po trzech miesiącach prądownia zdecydowała się podliczyć nasze pomieszane zużycie energii; źle opisano liczniki i my płaciliśmy opłaty sąsiadów, niższe (2+2 niemowlak, przedszkolak), a sąsiedzi – nasze (troje dorosłych, trzy komputery, telewizory, playstation, więcej prania, więcej zmywania, więcej światła, no, więcej wszystkiego). Mąż się na mnie ciężko obraził (nie, żebym się przejęła), bo trwałam przy swoim, że 2+2 sąsiadów nie równa się naszym 2+2. Poza tym widziałam wydrukowane przez gościa z prądowni zużycie nasze i sąsiadów, sprawdziłam nasze zużycie na poprzednim mieszkaniu i mniej więcej wiedziałam, czego się spodziewać. Do tego w tamtym mieszkaniu przez kilka miesięcy nikt nie mieszkał, ci nowi też często wyjeżdżają i to na długo, więc płaciliśmy dużo, dużo mniej, ale co ja tam wiem.
Tyle dobrego, że wynegocjował rozłożenie na pięć rat, będzie bolało trochę mniej.

Teraz news z kategorii kosmetyczne, otóż kupiłam sobie widelec do brwi. Brwi mam jasne i rzadkie, wyskubane dwadzieścia lat temu jeszcze nie odrosły, są cienkie, wyliniałe i w ogóle w zasadzie to ich prawie nie ma. Marzy mi się to takie permanentne, gdzie malują człowiekowi każdą jedną kreseczkę, ale raz, że to jak tatuaż, nie można po tym krwi oddawać, dwa, że kurczę, żeby mi nie zrobili jakichś dziwnych brwi typu odrysowane od słoika, a trzy, że to worek pieniędzy kosztuje. Ale za to są teraz (pewnie już dawno, ale ja je dopiero teraz odkryłam) takie kredki do brwi, co mają końcówkę do rysowania wyglądającą jak widelec (kupiłam Catrice brow comb pro micro pen) i on tak ładnie te brwi rysuje i zagęszcza! wow! Jeszcze tylko muszę się nauczyć je rysować 😉

Dopinamy zamówienie z empiku i już się cieszę, bo powrzucałam tam dla Idy parę planszówek, sobie gazety, nawet książkę jakąś wybrałam dla siebie, no, no. Będzie co czytać na święta.

W piątek mam rozmowę na łosia i tak się wkurzałam, bo akurat wyskoczył mi mega pryszcz na brodzie, ale jak już go podhodowałam, potraktowałam kurkumą z aloesem (polecam!!), jak go niechcący dotknęłam trochę za bardzo i jak już w końcu niemal się wysuszył, przypomniałam sobie, że przecież i tak będę w maseczce.

The Crown czwarty sezon obejrzany. Gillian Anderson uprzejmie proszę do kabaretu się zatrudnić, a nie Margaret Thatcher grać. Odwzorowała ją z taką starannością, że wyszła parodia, poza tym chyba jej umknęło, że Thatcher w latach ’80. jest po pięćdziesiątce, a nie po dziewięćdziesiątce. Ta maniera rozwlekłego mówienia, rany boskie, zęby bolą, słuchać się nie da. No ale może nie mieli czym zapełnić odcinków, bo tam akcji nie było aż tak dużo, to kazali jej przeciągać każdą samogłoskę. Poza tym Diana, młoda, piękna i naiwna, Camilla zdecydowanie zbyt ładna, oraz Małgorzata, kobieta z charakterem. Najlepsza drugoplanowa!

Oraz muszę do Ikei. Mleczno-waniliowa świeczka mi się kończy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s