Zieeef

Rany. Żebym nie wiem, co robiła, zasypiam o pierwszej w nocy i koniec. I nie, nie odsypiam następnego dnia, chociaż miło by było, żeby mąż czasem odprowadził rano dziecko do przedszkola, no ale jak mam ryzykować, że pójdzie na wpół ubrane, to już lepiej sama wstanę.

Jesień przyszła, 10-12 stopni, chociaż dzisiaj akurat ma być 21, bo halny idzie. Muszę zabezpieczyć kwiatki na balkonie.

Jutro jedziemy na zakupy covidowe. Niby odgrażają się, że granic nie zamkną, ale lokalnie dopuszczają możliwość wprowadzania własnych pomysłów w życie. Po wiosennym zamknięciu i zaskoczeniu, wolę teraz się zabezpieczyć i zrobić zakupy na zapas.

Młody do szkoły autobusem w maseczce, na lekcjach w maseczce, na przerwach w maseczce. Ida na wolności, nauczycielka w przedszkolu w maseczce, „chyba, że śpiewa piosenkę, mamo, to wtedy bez maseczki”. W autobusach chyba od sierpnia lub początku września maseczki. Od przedwczoraj również w sklepach i wszelkich pomieszczeniach w kraju typu sklepy, muzea, biblioteki itp oraz na przystankach. Do tego, gdzie to tylko możliwe, silnie zalecany jest home office.

Mąż wpadł na genialny pomysł, że skoro jego matka tam sama siedzi, to on by wziął samochód i po nią pojechał, na święta. Dla niewtajemniczonych: teściowa od marca nie wpuszcza do domu swojego młodszego syna, spotykali się tylko na działce, na którą jechała pierwszym autobusem o piątej rano, żeby nie mijać się z ludźmi. Jeśli musiała samochodem, wtedy wszyscy w maseczkach. Ostatnio wymyśliła, że ona wróci do chodzenia po schodach, zamiast korzystać z windy, bo tylko trzy osoby w klatce (60 mieszkań) noszą maseczki i ona się boi, bo ma astmę i kilkanaście innych chorób. Ja nie żartuję, jej szafka na leki to taka wisząca osiemdziesiątka, zapełniona koszykami z lekami, posortowanymi per organ: „wątroba”, „serce” itp. Aha, a propos windy, teściowa mieszka na siódmym piętrze. Daj jej boże zdrowie.

Zatem – małżonek zrobi sobie test, wsiądzie w samochód i pojedzie po matkę na święta. Piotrek przytomnie zareagował: ale ja chodzę codziennie do szkoły, Ida chodzi do przedszkola, wszyscy możemy w każdej chwili coś przynieść. Nawet małżonek, w podróży, na stacji benzynowej, może coś złapać, i po co.

Tak, niekoniecznie chcę mieć teściową na święta i tak, skoro małżonek by jechał do Polski, to ja się z nim chętnie zabiorę. I nie, rodzino, nie rób sobie nadziei, to był tylko kolejny jego z serii genialnych pomysłów od czapy. Mówiąc delikatnie.

Z ciekawostek domowych, to ostatnio usłyszałam, że ja to go w ogóle nie wspierałam, jak miał problemy w pracy parę lat temu, czytaj depresję. W ogóle się nie interesowałam, jak się czuje i co u niego i jak mu mogę pomóc.
I wiecie, stanęły mi przed oczami te miesiące przegadane, trzymanie za rączkę, że tak, będzie dobrze, że tak, znajdzie nową pracę, no bo kurde kto jak nie informatyk, że tak, najwyżej pójdzie na zasiłek, to nie koniec świata (a zasiłek tutaj to 80% ostatniej pensji), że jesteśmy z nim, ma rodzinę, stoimy za nim murem, wierzymy w niego i razem damy radę. Całkiem jak te blondynki w windzie. Aż się cofnęłam do bloga sprzed tych 3-4 lat i poczytałam sobie, jak to pałował teściową (wiadomo, matka i żona obrywają z automatu), jak się Piotrek żalił, że on się nie będzie uczyć, bo ojciec i tak powie, że on jest głupek, jaki był miły i kochany. Wiem, wiem, choroba, nie jest sobą, potrzebuje leków, i tak dalej, i tak dalej.
Skoro zatem tego wszystkiego nie było, nie było wielogodzinnych rozmów, wspierania, pocieszania i szukania pomocy, to ja nie mam pomysłu, co mogę zrobić inaczej/lepiej w przypadku statystycznie prawdopodobnego kolejnego rzutu za jakiś czas.
Nie mam już na to siły.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s